Przejdź do głównej zawartości

Buddenbrookowie (2008)

Obraz niemieckiego społeczeństwa mieszczańskiego w XIX wieku. Saga rodzinna zamożnej rodziny kupieckiej z hanzeatyckiego miasta Lubeki. Ekranizacja powieści Tomasza Manna. Reż. Heinrich Breloer, występują: Armin Mueller-Stahl (Konsul), Iris Berben (Konsulowa), Jessica Schwarz (Tony), Mark Waschke (Thomas), August Diehl (Christian), Fedja van Huêt (Hermann Hagenström).

Dwuipółgodzinny film zaczyna się sceną, gdy przyszli bohaterowie są jeszcze dziećmi, ale i tu ujawnia się rywalizacja między Hermannem Hagenströmem a rodzeństwem Buddenbrook: najstarszym Thomasem, młodszym Christianem i ich siostrą Tonią. Ojciec Buddenbrooków jest konsulem królewskim Lubeki, firma ma tradycję, bo rodzinny interes przechodził z pokolenia na pokolenia. Nic dziwnego, że Tonia z góry patrzy na Hagenströma.

Rodzeństwo dorasta, przed firmą rosną wyzwania, małżeństwa zawierane przez Buddenbrooków muszą być korzystne finansowo, miłość jest sprawą drugorzędną, o czym przekonuje Tonię ojciec.

Dziewczyna zauroczona spotkanym nad morzem przystojnym synem komendanta portowego przegląda rodzinną księgę, gdzie wpisywali się jej przodkowie. Dumna z wieloletniej tradycji ulega woli rodu i wpisuje swoje nazwisko obok nazwiska znalezionego jej przez ojca kandydata, prowadzącego kupiecki interes. Ale czy to przyniesie jej szczęście? Czy okaże się naprawdę korzystne dla rodzinnej firmy?

Thomas chociaż od lat spotyka się z kwiaciarką Anną, wie co jest dobre dla firmy i jaki jest jego obowiązek. Znajduje sobie piękną ale bogatą narzeczoną, która uwielbia muzykę i często gra na skrzypcach. Z czasem Thomas przejmuje rodzinny interes i spędza godziny w kantorze, zajmując się papierami, podpisując kontrakty.

Tylko Christian wyłamuje się z tej konwencji. Nie musi zabiegać o nic, skoro Thomas zajmuje się wszystkim. Jemu zostaje już tylko zabawa, aktoreczki, popijawy. Traci pieniądze, błaznuje. Związuje się z tancerką, ale rodzina Buddenbrooków nie chce o tym słyszeć. Matka niedwuznacznie mu mówi, że nigdy nie wpuści pod swój dach kogoś takiego.

Każdy z nich jest nieszczęśliwy - Tonia, bo związki oparte na interesach okazują się nieudane, Christian - bo nie może żyć tak jak chce, a finansowo jest uzależniony od rodziny, nawet Thomas, który pozornie ma wszystko: firmę, stanowisko konsula, piękną żonę i syna stwierdza, że wszystko to nie ma sensu, skoro Buddenbrookowie to już przeszłość, rodzinny interes upada, nie ma następcy, bo syn nie spełnia jego oczekiwań, a on sam jest wypalony wewnętrznie - ponosi straty, a nie ma siły, by je odrobić.

W rodzinie Buddenbrooków stopniowo zamiera energia, duch przedsiębiorczości i zdrowie - to co pozwalało temu staremu rodowi kupieckiemu zdobywać sobie coraz większy prestiż i godności.

"Buddenbrookowie" to pięknie sfilmowana opowieść. Miłośnicy filmów kostiumowych mogą być usatysfakcjonowani, bo mamy bale, obiady, piękną scenografię, wnętrza i kostiumy.
Jedyny zarzut to ten, że bohaterowie są nieco beznamiętni. Tonia przyjmuje swoich konkurentów z wielką naiwnością, a może jest to tylko czyste wyrachowanie? Ale w końcu panował tu konwenans, a uczucia była ukrywane.

Znamienna jest scena, gdy do domu Buddenbrooków wchodzi triumfujący Hermann Hagenström i w jakże zupełnie innych warunkach spotyka się z dumną niegdyś Tonią.

Chociaż "Buddenbrooków" obejrzałam z przyjemnością ze względu na walory, jakie ten film posiada, to nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że niemieckie filmy kostiumowe, mimo wielkiej dbałości o szczegóły, różnią się jednak od kostiumowców angielskich.

Dodam z przyjemnością, że ten film został zakupiony przez Gutek Film i w maju 2010 pojawi się w Polsce.
Zwiastun:

Edit: Obejrzałam ten film jeszcze raz i muszę powiedzieć, że naprawdę mi się podoba. Mimo że życie w nim przedstawione wydaje się dość smutne, ale czy nie takie jest właśnie? Krótkie chwile szczęścia, a potem proza, małe smutki, duże nieszczęścia. Wybory jakich dokonują bohaterowie determinują ich losy, a nikt na początku nie wie, czy wybrał właściwie. I dlaczego tak jest, że jednym się powodzi, a drugim nie? Od czego to zależy? Od szczęścia? Od zdolności? Od energii? A może po prostu to tylko czysty przypadek?
Jedyny zarzut, który mam do tego filmu, poza już wyżej wspomnianymi, to że może jest nieco przegadany we fragmentach, w których pojawia się Christian, ale rozumiem, że on jest postacią ważną, bo jego filozofia życiowa różni się mocno od zachowań innych członków rodziny.
Dodam jeszcze, że miałam wrażenie, że dwójka odtwórców głównych ról przypomina mi innych aktorów: grająca Tonię Jessica Schwarz podobna jest nieco do Justine Waddell ("Moth", "Tess d`Urbervilles", Wives and Daughters"), a odtwarzający postać Hermanna Hagenströma holenderski aktor Fedja van Huêt przypominał mi bardzo Dominica Mafhama (pamiętam go jako Mortimera z "Our Mutual Friend"). Zresztą Fedja van Huêt zrobił na mnie w tym filmie bardzo dobre wrażenie, szkoda że było go tak mało w tym filmie. ;)

Komentarze

Beata Woźniak pisze…
Jakże się cieszę, że film powstał, bo książka bardzo mi się podobała:)
Pozdrawiam
Gosia pisze…
To tym bardziej jestem ciekawa, jak Ci się będzie podobała ta ekranizacja.
Pozdrawiam
Pemberley pisze…
Masz racje, co do niemieckich kostiumowcow *westchnienie*. Co do Buddenbrokow to tez calkiem dobrze oglada sie i stara ekranizacje, czarnobiala, ma troche uroku naszego niedzielnego " w starym kinie" http://www.imdb.com/title/tt0052656/
Gosia pisze…
Nawet zachęcająco wygląda ta stara wersja, o której mówisz, sądząc po okładce.
Pozdrawiam :)
Gosia pisze…
Obejrzałam tych nowych "Buddenbrooków" jeszcze raz, z rodzicami, i wszyscy uznaliśmy, że to dobry film. Złapałam się na tym, że o nim myślałam jeszcze długo.

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...