Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Maria Rodziewiczówna

Kądziel

Przeczytałam "Kądziel". Marii Rodziewiczówny. Pierwsza publikacja tej powieści miała miejsce na łamach "Tygodnika Mód i Powieści" w 1898 r. (numery 1-39). Wydanie książkowe ukazało się rok później. To powieść traktująca o kobietach, ich wychowaniu, emancypacji, tym co powinno być ważne: zamążpójście (i ułożenie sobie życia w ten sposób), a może ambicje czy praca? Ta książka jest i pogodna (pisana ze sporym poczuciem humoru) i wzruszająca jednocześnie. Myślę, że poprzez ten utwór widać dobrze poglądy samej Rodziewiczówny, czytając chwilami tę powieść miałam wrażenie, że widzę dużo z niej samej w postaci głównej bohaterki: Taidy Skarszewskiej, a w postaci cioci Dysi - Jadwigę Skirmunttównę. Za tą książkę pisarka była mocno krytykowana, bo faktycznie dość brutalnie rozprawiła się z płcią żeńską, opisując różne typy damskich bohaterek, reprezentujących różne postawy i sposoby na życie. Opowiadała się w tej powieści przeciw zbyt skrajnie pojętej emancypacji oraz prz eci...

Szary proch

"Szary proch" to powieść Marii Rodziewiczówny z 1889 roku, opublikowana po raz pierwszy we Lwowie w "Dzienniku Polskim" pod pseudonimem Zmogas. Pod pewnym względem powtarza schemat fabularny "Między ustami a brzegiem pucharu", tyle że akcja dzieje się na litewskiej wsi. Wawrzyniec, który opuścił przed laty rodzinną wieś, pracował ciężko na morzu "u Niemców". Jest zdecydowany zostać już na zawsze z dala od rodzinnej wsi, swoją pracą zyskał szacunek, a także być może rękę córki swego pracodawcy, Niemkini Grety. Jednak zanim ostatecznie osiądzie nad morzem, postanawia odwiedzić rodzinną wieś, by się pożegnać, a może trochę pochwalić tym, co osiągnął? "W jakimś zakątku pamięci został ten wyraz - ostatni, jaki za nim pogonił od gromadki swoich, co go odprowadzili za wieś, na rozdroże ku Niemnowi, lat temu dwanaście. A przez te lata już nigdy tej mowy nie posłyszał. Po niemiecku mówił i myślał, po niemiecku śpiewał i klął, po niemiecku pacierz ...

Magnat

Książka mojej ulubionej pisarki Marii Rodziewiczówny z 1900 roku, rozwija wątek konfrontacji dwóch światów i straconych złudzeń. I jak większość jej powieści czyta się świetnie. Fabuła wciąga, bohater jest posągowy, niemal mityczny, w czym przypomina Marka Czertwana z "Dewajtis". Jego walka o honor jest imponująca, choć wielkopańskie ambicje podobały mi się już nieco mniej. Tytuł może mylić, (tym bardziej że jest film pod tym tytułem, który mówi o czymś zupełnie innym), bo nie o magnacie tu mowa, ale o zubożałym ziemianinie, który zostaje rządcą u bogatej magnatki Wojewódzkiej. Po jej śmierci jest przez jej rodzinę niesłusznie oskarżony o kradzież gotówkowego spadku. Wyjeżdża na swojej czystej krwi klaczy (wykupił jej matkę przed śmiercią) w poszukiwaniu ziemi i pracy, pamiętając jednak o zemście za to posądzenie i plamę na honorze. Chce być wreszcie na swoim, nie pracować za pieniądze, więc kupuje korzystnie majątek Mniszew. Nie straszny mu widok trzech mogił przed gankiem...

Jerychonka

Po raz pierwszy drukowana na łamach "Kuriera Warszawskiego" w latach 1894-1895. Jedna z najlepszych powieści Marii Rodziewiczówny. Opowiada o krakowskim środowisku artystycznym i inteligenckim, malarce Magdzie Domontównie, jej miłości, poświęceniu i straconych złudzeniach. Jest w tym utworze trójkąt miłosny - ona (Magda), on (Filip - jej młodzieńcza miłość) i ta trzecia - zimna i wyrachowana (baronowa Feustwanger). To, jak to określił jeden z krytyków literackich, klasyczna walka Anioła z Kobietą Fatalną o duszę bohatera. Ale jest też ten czwarty - zakochany w Magdzie biedny artysta - Andrzej Oryż. Ciekawa postać - bardzo brzydki, ale jednocześnie bardzo interesujący mężczyzna. Wrażliwy człowiek, który udaje gorszego niż jest i potrafi dla dobra ukochanej poświęcić samego siebie. I jest też środowisko - plotkarskie "towarzystwo", które jest zdolne w jednej chwili kogoś uwielbiać, żeby w następnej potępić, które jest łaskawsze dla zdradzającego mężczyzny, niż dla zd...

Straszny dziadunio

Jedna z pierwszych powieści Marii Rodziewiczówny, nagrodzona w 1887 roku w konkursie tygodnika "Świt". Jej akcja zbudowana została na osobliwym pomyśle tytułowego strasznego dziadunia, który niepewny siły charakteru swych spadkobierców, umyślił sobie poddać ich próbom. Bezwzględne eksperymenty omal nie łamią życia jedynego pozytywnego bohatera, w którego szlachetność czytelnik nie wątpi ani przez chwilę. To urocza powiastka o młodym chłopaku, Hieronimie Białopiotrowiczu, który żyje biednym studenckim życiem, a w dodatku jest poddawany różnym życiowym próbom, hartującym jego charakter, które w rezultacie wyniszczają jego zdrowie, i omal nie doprowadzają do samobójczej śmierci. Los okrutnie doświadcza Hieronima, zabiera mu wszystko to co jest dla niego najważniejsze: ukochaną dziewczynkę - sierotę Bronkę, którą uratował z powodzi, wziął do wspólnego mieszkania, a potem traktował niemal jak córeczkę; jedynego wiernego przyjaciela Żabbę (to najsmutniejszy epizod), pierwszą miłoś...

Dewajtis

Powieść Marii Rodziewiczówny, nagrodzona w 1888 r. w konkursie "Kuriera Warszawskiego". Umiejscowiona na Żmudzi historia zaściankowo-dworska, podobna w klimacie do wydanej niemal jednocześnie epopei "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Jak tam, życie bohaterów obraca się wokół jednej tylko sprawy: utrzymania ziemi, dziedzictwa i tożsamości narodowej, a jedynym miernikiem wartości człowieka jest jego stosunek do pracy. To jedna z najciekawszych i najpiękniejszych książek polskich. Pisana soczystym, pełnym wzruszeń językiem i wzruszenia wywołującym. Opowieść o Żmudzinie, Marku Czertwanie, który wzorem dawnych rycerzy walczy nie zbrojnie lecz pracą rąk własnych o ziemię ojców, tak by została w polskich rękach, by się nie zmarnowała. Jest on niczym mityczny bohater – samotny, niezrozumiany, milczący, twardy jak skała, i jak skała wierny. I tylko przed miłością - swego serca jak z kamienia ociosanego zamknąć mu się nie uda. I tylko swej ukochanej ulega. Marek Czertwan podej...

Staroświecki bezwstyd wzruszenia

Czytam właśnie "Tak chciałam doczekać: opowieść o Marii Rodziewiczównie" Jana Głuszeni. Jakże inaczej wówczas wyglądało wychowanie młodzieży! Pięknie autor opowiada o Jazłowcu, działalności wychowawczej Przełożonej Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - bł. Marceliny Darowskiej i prowadzonej przez nią pensji dla dziewcząt. Jak mówiono "Matka założyła w Galicji twierdzę na obronę wiary i Polski". Były to inne czasy, gdy wychowanie w duchu patriotycznym było wyzwaniem i powinnością. Teraz to co polskie jest gorsze, zaściankowe, śmieszne. Czy straciło aktualność powiedzenie: "Przeklęty każdy, kto ziemię rodzoną rzuca, gdy mu ciężko." Mamy wolną Ojczyznę, ale czy patriotyzm naprawdę stał się tak niemodny? Byłam kiedyś przejazdem w Szymanowie i zajrzałam do pałacu Lubomirskich, gdzie mieści się Liceum Ogólnokształcące prowadzone przez Niepokalanki. Gdy ujrzałam te szkolne wnętrza, drewniane ławki, dziewczęta w niebieskich mundurkach i wśród nich zakonne siostry...