poniedziałek, 28 lipca 2008

Rodzina Połanieckich - polski film kostiumowy

Pełna ciepła i liryzmu miłosna historia, a w tle ziemiańskie dworki i Warszawa końca XIX wieku. Realistyczny obraz miłości wielkiej, ale trudnej. Opowieść o tradycji i przywiązaniu do rodzinnych stron, godności i honorze, utrzymana w nastrojowo- refleksyjnym klimacie.
W Polsce nie kręci się zbyt wielu filmów kostiumowych, a właściwie w ostatnich latach nie kręci się ich wcale. Bum na podobne produkcje nastąpił w latach 70., kiedy to powstało kilka z nich, a wśród nich "Rodzina Połanieckich" - ekranizacja powieści noblisty, Henryka Sienkiewicza, o czym przypomina czołówka serialu. Powieść powstała w 1895 roku, nie jest co prawda arcydziełem, ale film jest moim zdaniem jednym z najlepszych polskich filmów kostiumowych, na równi z ekranizacją "Lalki" wg powieści Bolesława Prusa. Trudno oczywiście porównywać polskie dokonania z dorobkiem telewizji BBC, która specjalizuje się m.in. w produkcji kostiumowców, jednak zaletą naszych produkcji jest to, że opowiadają o XIX wieku i mówią o polskich problemach, przybliżając tamte czasy lepiej, niż rzadko czytana obecnie ówczesna literatura.
"Rodzina Połanieckich" ma to czego można się spodziewać po filmach kostiumowych: dobrą scenografię, świetną obsadę, plenery i wnętrza oraz ciekawą fabułę z wyeksponowanym wątkiem miłosnym. Czego więcej trzeba? Oczywiście film z perspektywy lat nie prezentuje się tak dobrze, jak by się chciało, bo na tego typu produkcje potrzeba dużych nakładów finansowych, a wiadomo, że budżet nie mógł być ogromny (choć myślę, że i tak był spory), więc nasze Karkonosze musiały grać Szwajcarię, ale za to część zdjęć była kręcona w Wenecji. W filmie wykorzystano także otoczenie dworku i sam dworek w Łękach Kościelnych (Krzemień), pałac Poznańskich i Pałac Ewalda Kerna w Łodzi, Walewice, Łazienki Warszawskie, Stare i Nowe Miasto oraz Mariensztat.
Obsada filmu jest znakomita, wystarczy wspomnieć, że główne role zagrali i niezapomniane postacie wykreowali: Anna Nehrebecka, Andrzej May, Jan Englert, Czesław Wołłejko (uwielbiam go, także za tę rolę), Andrzej Seweryn, Anna Milewska, Andrzej Chrzanowski, Ewa Szykulska. Świetna jest muzyka, którą skomponował Wojciech Kilar. Film nie jest oczywiście pozbawiony wad, ale mimo wszystko, moim zdaniem, to jeden z najlepszych polskich filmów kostiumowych i właściwie mój ulubiony.
"Rodzina Połanieckich" to historia miłości Stanisława Połanieckiego i pięknej Maryni Pławickiej, osadzona w sc enerii ziemiańskich dworków i Warszawy z końca XIX wieku. Ten 7-odcinkowy serial ma w sobie to, co w filmach lubię: to nastrojowa, nawet nieco sentymentalna opowieść z happy endem. Ale w środku są pewne niewesołe konkluzje, przemyślenia o życiu i miłości, a także narodowym charakterze Polaków, choć czasem podawane wprost z ekranu ustami bohaterów. To jednak przede wszystkim historia o miłości, zdradzie, wybaczaniu, zazdrości i małżeństwie. I szukaniu podstawowych wartości i podstawowych prawd. Opowieść o rodzinie i jej stawaniu się. I szukaniu swojego miejsca na ziemi.

Jest wiosna 1893 ro ku. Trzydziestoparoletni Stanisław Połaniecki, wywodzący się z zamożnej rodziny ziemiańskiej, po studiach za granicą zajął się działalnością kupiecką. Pragnie jako współwłaściciel Domu Bankowo - Handlowego rozszerzyć jego działalność, ale do tego potrzebny jest kapitał. Połaniecki postanawia odebrać zastaw kilkudziesięciu tysięcy rubli na hipotece majątku Krzemień, który należy do jego dalekiego krewnego, pana Pławickiego, gospodarującego tam z córką. Połaniecki poznaje Marynię, do małżeństwa z którą usilnie namawia Stacha zaprzyjaźniona z obojgiem Emilia. Pierwszy dzień wizyty upływa w rodzinnej atmosferze - Połaniecki ulega urokowi Maryni, ona także nie pozostaje obojętna. Jednak sprawy finansowe nie zostają załatwione pozytywnie: Pławicki nie ma pieniędzy na spłatę długu i odprawia krewniaka z kwitkiem. Stach wyjeżdża rozdrażniony i zły, postanawiając odstąpić sumę na hipotece Krzemienia...
Tak zaczyna się cała historia. Miłość zmienia się w nienawiść, trzeba czasu, żeby to się zmieniło, a i później nie będzie łatwo.
Ten główny wątek jest otoczony wieloma pobocznymi, które mają wpływ na ten główny: jest więc m.in. historia chorego na serce dziecka - dziewczynki Litki i jej matki, zakochanego w pani Emilii dekadenta Bukackiego, adwokata Maszki, który nieudolnie próbuje robić interesy, młodego poety Zawiłowskiego oraz pozornie szczęśliwego małżeństwa, które przeżywa głęboki kryzys.
Przy tym są wzmianki o ówczesnych wynalazkach: telefonie Bella, podróżach balonem, nowego rodzaju transakcjach handlowych. Są także polowania, pojedynki, kuligi, wyścigi konne. To wszystko nadaje filmowi klimat epoki.
Kiedyś bardzo podobała mi się postać pana Stacha czyli Stanisława Połanieckiego, teraz patrzę już na nią bardziej krytycznie, ale nie da się ukryć, że dalej darzę ją pewnym sentymentem. Może dlatego, że Andrzej May obdarzył ją pewnym naturalnym ciepłem. Bardzo lubię postać pana Pławickiego - w tej roli niezapomniany Czesław Wołłejko, po prostu mistrzostwo! Lubię także postać Bigiela, wspólnika Połanieckiego (w tej roli Andrzej Chrzanowski), który znakomicie łączy interesy z życiem prywatnym, mimo posiadania wielodzietnej rodziny. Świetne aktorsko postacie stworzyli także Jan Englert (Maszko) i Andrzej Seweryn (Bukacki).
Ale właściwie wszyscy są tu znakomici, nawet w epizodach.
Film widziałam wielokrotnie, niektóre dialogi znam już na pamięć.
Cieszę się, że w tym roku serial wyszedł na DVD, bo wreszcie mam go na własność i w lepszej jakości niż na zdartej kasecie VHS.



2 komentarze:

Unknown pisze...

Witam!
Nie chcę pisać o "Rodzinie Polanieckich".Szukalam przed chwilą informacji na temat filmu "Junoon" i trafiłam na Twojego posta.Ty też widziałaś ten film.Ja mam 40 lat i zobaczylam go 25 lat temu(około)w naszej TV.Może Ty rozumiesz, dlaczego ten film zrobił na mnie takie wrażenie?

Gosia pisze...

Witam, na tym blogu o filmie "Junoon", jak mi się wydaje, nie pisałam. Ale faktycznie go widziałam dawno temu w naszej telewizji, ale pod tytułem: "Szalona miłość".
Trudno mi powiedzieć, czemu na Tobie zrobił takie, a nie inne wrażenie. Ja pamiętam, że mi sie podobał, że długo o nim wtedy myślałam. Myślę, że zadecydował nastrój, może ta skrywana i niejako zakazana miłość, o której ten film opowiada. Coś w nim z pewnością było. I pamiętam, że parę dni później w jakimś programie zacytowano list jakiegoś widza-kobiety, która napisała do tv, że emisję tego filmu przeżyła osobiście, bo stanowił on odniesienie do jej własnego życia, że i ona przeżyła jakąś w pewnym sensie podobną historię.