sobota, 18 marca 2017

Emma z Jeleńskich Dmochowska "Panienka"

Do zainteresowania postacią i twórczością Emmy z Jeleńskich Dmochowskiej zachęciła mnie opinia zamieszczona na blogu Kresy zaklęte w książkach. Polska pisarka była tam określona jako "kresowa Jane Austen". Porównanie mnie zafrapowało, opisane fabuły zaciekawiły i postanowiłam zapoznać się z twórczością tej autorki.

Emma Jeleńska urodziła się w 1864 roku w Komarowiczach na Polesiu. Odebrała staranne wykształcenie, w kraju i za granicą, które jednak nie sprawiło, że przesiaknęła duchem kosmopolityzmu. Była przywiązana do rodzinnych stron, o czym świadczy fakt, że zebrała pieśni, podania i przysłowia poleskie i wydała opis etnograficzny pt. „Wieś Komarowicze w powiecie mozyrskim”. Założyła w swoich dobrach dwie tajne szkoły polskie dla dzieci dworskiej służby i kolonizatorów - Ślązaków. Założyła także wiejski sklep. Jednak rodzina nie utrzymała się w majątku, który został sprzedany, co było dla młodej dziewczyny dramatem, który odbije się w jej utworach, i przeniosła się do Wilna. Tam Emma wyszła za mąż za Kazimierza Dmochowskiego. Na nowym terenie zajmowała się działalnością społeczną - organizowała tajne polskie szkoły i kursy dla polskich nauczycielek ludowych, opublikowała „Podręcznik pogadanek z kobietą z ludu” (była to zbiorowa praca »Koła równouprawnienienia kobiet w Wilnie, wydana przez Emilię Węsławską)). Była założycielką i prezesem "Związku Patriotycznego Polek". W 1908 roku została redaktorką pisma "Zorza Wileńska”, w którym ostrzegano rodaków, aby nie posyłali dzieci do szkół cerkiewnych, bo dzieci się rusyfikują, za co została osadzona w więzieniu na Łukiszkach. Po wyjściu z więzienia redagowała ten sam tygodnik, tym razem pod nazwą "Jutrzenka" z dodatkiem dwutygodniowym dla dzieci pt. "Nasza Grządka". Podczas I wojny światowej wydawała pismo "Unia". Zmarła 24 stycznia 1919 roku w Wilnie (w styczniu toczyły się walki z bolszewikami, którzy następnie weszli do miasta), i została pochowana na cmentarzu na Rossie.

Pierwsze moje spotkanie z twórczością Emmy z Jeleńskich Dmochowskiej to powieść "Panienka", którą udało mi się okazyjnie zakupić i absolutnie tego nie żałuję, choć okładka mogła zniechęcić. Klimat powieści może nie z Jane Austen, bo inna epoka, inne realia, ale raczej z rodzimej Marii Rodziewiczówny. Skojarzenia same się nasuwają. Obie pisarki, związane z Polesiem, były nazywane strażniczkami Polski na kresach, obie opisywały te ziemie i jej mieszkańców. Tytułowa bohaterka "Panienki" - Jadwiga w młodym wieku, tak jak sama Rodziewiczówna, musiała zająć się gospodarstwem - dworem szlacheckim, folwarkami i całym otoczeniem. Zadłużony majątek usiłowała wyciągać z tarapatów finansowych, sama doglądać wszystkiego. Obie można byłoby, tak jak Jadwigę, nazywać emancypantkami, tyle że w przypadku Rodziewiczówny nigdy takie określenie nie padało, zbyt była tradycyjna w poglądach społecznych, w swoim katolicyzmie. Taka postawa nie pasuje do wyobrażeń współczesnych feministek. W przypadku "Panienki" skojarzenia mogą być jeszcze inne, choćby postać matki bohaterki, którą można by porównać do Emilii Korczyńskiej z "Nad Niemnem", podobnie jak ona zamyka się w swoim świecie, wymaga uwagi i opieki, sama cierpi fizycznie i psychicznie, ale i męczy swoje otoczenie.

Jadwiga Wielogrodzka nie jest narratorką tej powieści, oglądamy ją głównie oczami młodego lekarza Leona Kańskiego, który przybywa do wsi, by odbyć konieczne praktyki, zanim zacznie pracować w klinice wujka w Petersburgu. Traktuje to zesłanie jak pańszczyznę, mieszkających tu ludzi jako osobliwości, myśli o jak najszybszym opuszczeniu okolicy, w której się nudzi, marzy o karierze lekarza w mieście. Z czasem jednak zaczyna doceniać uroki Kresów i zaprzyjaźnia się z panienką ze dworu, a nawet zaczyna ją podziwiać. Przed naszymi oczami przesuwa się cała galeria postaci, związanych z kresowym dworem, rezydenci Hrabowa: ciocia Basia, która zajmuje się domem, stara panna Malwina, lubiąca czytać romanse, stryj Onufry, uczestnik powstania styczniowego, "złamany życiem i szukający zapomnienia i spokoju", który zajmuje się botaniką i porządkowaniem archiwum powiatu, stary rotmistrz, student Jaroński, który jest nauczycielem 10-letniego braciszka Jadwigi - Tadzia, stary Michałko, wreszcie rządcy - Wilczak oraz Baskowski, i okoliczni chłopi oraz Żydzi, z którymi prowadzi się interesy. Są i okoliczni ziemianie, którzy borykając się z różnymi problemami walczą lub poddają się i opuszczają rodzinne majątki. W Muchowiczach mieszka Czesław Muchowiecki, zauroczony uroczą sąsiadką, a za rzeką strojne panny Żalińskie: Lola i Pola, które matka chce wydać dobrze za mąż.

Jadwiga, która przejmuje zarządzanie dworem po zmarłym ojcu musi sobie sama radzić ze wszystkim, liczyć pieniądze, myśleć o dzierżawach, spłatach, podejmować decyzje, a jedyną pomoc znajduje u mieszkającego niedaleko wujka Karola. I jeszcze do tego musi finansować karierę wojskową starszego brata w Petersburgu i opiekować się chorą matką. Prawdziwy heroizm młodej dziewczyny. Traktuje to jako obowiązek, zobowiązanie wobec przodków i ojca, z którym jako dziecko objeżdżała całe gospodarstwo. Jadwiga ma nadzieję, że brat wróci w rodzinne strony i dopomoże jej w tej ciężkiej pracy, która czasem ją przerasta, ale czy Gucio rzuci karierę wojskową i będzie chciał zamknąć się w ciasnym kręgu poleskiego dworu? A może miłość sprawi, że ona sama znajdzie swój cel gdzie indziej?

Nie jest to ckliwa opowieść, a wątek miłosny nie jest tu najważniejszy. Kwintesencją i przesłaniem tej książki są słowa: "I zdawało się, że ten dwór stary i ta kaplica to jakaś twierdza warowna, jakaś wysunięta na dalekiej granicy placówka, że te wysmukłe topole to jacyś rycerze niezłomni".

Wciągnęła mnie ta powieść, byłam ciekawa jak się historia skończy. Zaprzyjaźniłam się z głównymi bohaterami i żal mi ich było opuszczać.
Powieść "Panienka", która powstała w 1899 roku, wygrała w konkursie im. Bolesława Prusa zorganizowanym przez „Kurier Codzienny” (nagrodą było tysiąc rubli). W PRL od 1951 roku wszystkie utwory Emmy Dmochowskiej objęte były zapisem cenzury, podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek, jej nazwisko nie pojawiało się w książkach o literaturze polskiej, od nowa zaczęto ją wydawać dopiero po przemianach 1989 roku. Jak widać, patrząc na dołączoną na dole bibliografię, jej nazwisko wydobywa się z niebytu, powraca pamięć o jej twórczości i działalności społecznej.

1. Emma Dmochowska (Wikipedia).
2. Emma z Jeleńskich Dmochowska – kresowa Jane Austen. (Blog o książkach i nie tylko)
Przedruk w: Emma z Jeleńskich Dmochowska – kresowa Jane Austen. (blog "Kresy zaklęte w książkach).
3. Katarzyna Górska-Fingas. Polska Jane Austen (Teologia Polityczna).
3. Emma z Komarowicz na Polesiu (Echa Polesia).
4. Ludwika Życka, Wanda Niedziałkowska-Dobaczewska, Emma Jeleńska Dmochowska, strażniczka kresowa, Kraków 1932.
5. Cz. J., In memoriam Emmy z Jeleńskich Dmochowskiej, w: Słowo nr 20 rok 1929 s. 2-3.
6. Zdzisława Mokranowska, Emma Jeleńska-Dmochowska dzisiaj. Między Rodziewiczówną a harlequinem? w: Literatura niewyczerpana. W kręgu mniej znanych twórców polskiej literatury lat 1863-1914. Kraków 2014.
7. Ostatni akcent jesieni [Renowacja kwatery Dmochowskich] (Strona Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą).

sobota, 4 marca 2017

Izabela Czartoryska: Dziennik podróży po Anglii i Szkocji w roku 1790

Czytana kilka lat temu książeczka "Dyliżansem przez Śląsk: dziennik podróży do Cieplic w roku 1816" zachęciła mnie do poznania innej relacji z podróży księżnej Izabeli Czartoryjskiej. I to podwójnie zainteresowała, gdyż to relacja z wycieczki po Anglii i Szkocji. Książka to niezwykła, wydana z wielką pieczołowitością, opatrzona ilustracjami, opracowana przez Agnieszkę Whelan i z napisanym przez nią wstępem. Trzeba dodać, że na końcu zamieszczono faksymile rękopisu, który jest własnością Fundacji XX. Czartoryskich.

Na przełomie XVIII i XIX wieku podróże były bardzo modne, wydawano mapy i przewodniki, które miały wspomagać wojażerów. Izabela Czartoryska wcale jednak nie cieszyła się tym wyjazdem, gdyż myślami była wciąż w Polsce, gdzie rozgrywały się ważne wydarzenia polityczne. Zdecydowała się jednak towarzyszyć swojemu synowi Adamowi Jerzemu, dla którego ta podróż miała cel edukacyjny. Oczywiście nie wyjeżdżali sami, towarzyszyli im: nauczyciel syna księżnej Izabeli, bibliotekarz, służąca, ulubiony kozaczek księżnej oraz zaufany księcia kawaler Richard O`Raison, który służył jako pilot wycieczki, jak wynika z dziennika, zajmował się m.in. logistyką.

Podróżnicy odwiedzali nie tylko posiadłości ziemskie: pałace, zamki, dwory, opactwa, kościoły, zwiedzali także fabryki, kopalnie, manufaktury, oglądali mosty. Zapoznawali się z angielskimi nowinkami technicznymi. Celem wycieczek były również wodospady i inne cuda natury. Księżna notowała w dzienniku wrażenia związane z odwiedzanymi miejscami, wymieniała obrazy oglądane w rezydencjach, dokonywała zwięzłych ocen, nie stroniąc od opinii na temat spotykanych ludzi. Zwracała uwagę oczywiście na otoczenie rezydencji, a zwłaszcza na tereny zielone i architekturę ogrodową.

Na trasie pokonywanej przez podróżników było wiele znanych zamków i pałaców, takich jak uwieczniona w filmie "Duma i uprzedzenie" z 2005 roku XVIII-wieczna rezydencja Stourhead, położona w hrabstwie Wiltshire, czy Edynburg (to w nim kręcone były niektóre sceny filmu "North and South" Elizabeth Gaskell) oraz Manchester - jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych Anglii, kolebka przemysłu włókienniczego (nasuwa się oczywiście na myśl fabryka pana Thorntona) oraz słynne Bath, ze wspaniałą Royal Crescent, które pojawia się w powieściach Jane Austen. Warto też wspomnieć o szkockiej części podróży, księżna Izabela odwiedziła szkockich górali, a nawet jadła posiłek nad jeziorem Loch Long. Zwiedzała także miejsca związane z Marią Stuart. Jak pamiętamy z "Dumy i Uprzedzenia", oglądanie posiadłości ziemskich nie było wówczas czymś niezwykłym, a Izabela Czartoryska nie była gościem zwyczajnym, była arystokratką, miała rekomendacje, otwierały się przed nią drzwi zamknięte dla innych, poznawała wielu ludzi, w tym znanych przemysłowców angielskich.

Nie byłabym sobą, gdybym nie śledziła na mapie tej peregrynacji księżnej Izabeli, konfrontowałam opisywane miejsca z ich obecnym wyglądem. Oczywiście wiele z rezydencji istnieje do dziś, niektóre są w całkiem dobrym stanie, część objęta jest opieką National Trust (brytyjskiej organizacji zajmującej się ochroną zabytków i przyrody w Anglii, Walii i Irlandii Północnej). Niestety, niektóre obiekty zniknęły lub uległy daleko idącej zmianie, one same lub ich otoczenie. Trudno się dziwić, w końcu minęło ponad 200 lat.

Po przeczytaniu tego dziennika z podróży po Anglii i Szkocji, a także tej późniejszej z 1816 roku do Cieplic można nabrać dużo ciepłych uczuć do księżnej Izabeli jako polskiej patriotki. Ale warto przypomnieć, że to ta sama kobieta, która jako mężatka miała niemal każde dziecko z innym mężczyzną, w tym z ambasadorem rosyjskim Repninem, sprawującym faktyczną władzę nad Polską jako bezpośredni wykonawca woli carycy Katarzyny II, a który w 1794 był naczelnym dowódcą wojsk rosyjskich walczących z powstańcami oraz autorem tekstu aktu abdykacji podpisanego w 1795 w przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Księżna w młodości z pewnością nie była tak szacowną damą, jaką oglądamy w jej relacjach z wojaży. Gdzież tu porównywać ją z Elizą z Branickich Krasińską, która choć zdradzana przez męża, zawsze zachowywała się z godnością i nie w głowie były jej romanse. Księżnej Izabeli można zarzucić ponadto unieszczęśliwienie własnego dziecka - Marii, którą wbrew jej woli wydała za Ludwika Wirtemberskiego, człowieka zupełnie jej niegodnego. Syn księżnej Adam Jerzy, któremu towarzyszyła w tej zagranicznej podróży, będzie później przyjacielem i doradcą cesarza Aleksandra I oraz ministrem spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego. Uświadomienie sobie tych faktów pozwala spojrzeć nieco z dystansu na postać "Pani na Puławach", choć nie można odmówić jej zasług.

Mimo tych zastrzeżeń, powinniśmy być wdzięczni, że zachowały się dzienniki z jej podróży i zostały tak pięknie wydane. Kilka lat temu opisywałam "Dyliżansem przez Śląsk". Warto wspomnieć, że ta książeczka kilka lat temu ukazała się ponownie, w serii "Skarby Biblioteki Narodowej" (za wydaniem Ossolineum, z 1968 r.) opatrzona wstępem i przypisami Jadwigi Bujańskiej. Obie pozycje polecam. "Podróż do Anglii i Szkocji" to dowód na to, że Polacy byli ciekawi świata i potrafili czerpać z dorobku innych kultur europejskich. Księżna Izabela przywiozła z tych wojaży nie tylko miłe wrażenia, ale potrafiła zaszczepić pewne rozwiązania w rodzinnym kraju.

wtorek, 24 maja 2016

Targi, targi... i po targach

Mowa oczywiście o Warszawskich Targach Książki. Z przyczyn prawie ode mnie niezależnych, byłam na WTK na Stadionie Narodowym w piątek. Przyznam szczerze, że z jednej strony lubię chodzić na targi w pierwsze dwa dni, gdyż nie ma tłoku, można spokojnie przeglądać stoiska w poszukiwaniu czegoś ciekawego, z drugiej strony największy "asortyment" autorów podpisujących książki jest w dni weekendowe, a więc w sobotę i w niedzielę. Tak zresztą było i tym razem. Najciekawszy dzień, pod względem moich ulubionych autorów, to była sobota, cóż z tego, skoro ja akurat sobotę miałam w dużej części zajętą. Zresztą w dni weekendowe zwykle jest taki ścisk, że człowiek szybko się męczy i wychodzi wykończony.

Przyznam jednak, że jak dla mnie, tegoroczne targi były rozczarowujące. Oczywiście rzuciło mi się w oczy kilka ciekawych tytułów, przy kilku stoiskach spędziłam dłuższą chwilę, porozmawiałam z osobami reprezentującymi wydawców. Ale nic nie kupiłam!
W ogóle odniosłam wrażenie, że przewaga na WTK książek dla dzieci i wydawnictw specjalizujących się w literaturze dziecięcej. I nie tylko na najniższym poziomie, także na tym wyższym, z "dorosłymi" książkami.

W dodatku, tym razem, na targach nie było ciekawych paneli dyskusyjnych ani spotkań z autorami w oddzielnych salach. Przynajmniej nie znalazłam tam nic dla siebie, a przeczytałam cały program skrupulatnie, od deski do deski. Odnoszę wrażenie, że targi z czasów Pałacu Kultury i Nauki były dużo ciekawsze, ale może czasy się zmieniły i ludzie mniej wydają pieniędzy na książki, dlatego i wydawcy obniżyli loty?

Jedno targowe udogodnienie mi się podobało: krążący po terenie panowie (pań nie widziałam), ubrani w odblaskowe fartuszki, zaopatrzeni w plany targów i mikrofalówki. Sama skorzystałam z ich pomocy, szukając jednego ze stoisk.

W tym roku, chyba po raz pierwszy, oddzielną rejestracją objęto blogerów. Ciekawa jestem, ilu blogerów się zgłosiło i czy weryfikowano podawane w procesie rejestracji adresy. ;)
Jednak jeden z punktów regulaminu WTK niemile mnie zaskoczył. W przepisach porządkowych znalazło się zdanie: "Fotografowanie, filmowanie stoisk i eksponatów w celach niekomercyjnych wymaga uprzedniej zgody użytkownika stoiska tj. uczestnika Targów (wystawcy) lub Organizator".
To już nie można sfotografować stoiska ani ulubionego autora, który podpisuje książkę? I to ma zachęcać blogerów do chodzenia na targi książki i ich promowania? Według mnie to zniechęcające, dlatego właśnie, w proteście, żadnej fotografii do tej notki nie załączam. A chodzę na targi (majowe i nie tylko, bo na zagranicznych np. w Niemczech zdarzało mi się bywać) już od kilkunastu lat, mogę się więc uważać za weterana.

P.s. Już po targach odkryłam przypadkowo na jakiejś stronie internetowej książkę "W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku", szkoda, że nie trafiłam na nią na stadionie. Z kolei miałam ochotę na książkę "Hubal" Jacka Komudy, nawet ją oglądałam, ale cena wydała mi się trochę zbyt duża.

poniedziałek, 9 maja 2016

Książki, które zamierzam przeczytać w ciągu kilku najbliższych miesięcy

Przygotowałam sobie niewielki stosik książek, które odkładam na spokojniejsze dni. Takie dni, kiedy nic nie muszę, mogę spokojnie delektować się lekturą, daleko od bieżączki codziennego życia. Dwie książki są względnymi nowościami. Trzecia dziełem poniekąd klasycznym.

1. Londyn. Biografia - Peter Ackroyd

To coś o mieście, które znam z powieści Dickensa, ale przecież nie tylko jego. O mieście w którym byłam, ale nie na tyle długo, żeby je dobrze poznać. W tym przypadku można raczej mówić o zobaczeniu Londynu, niektórych jego dzielnic i zakamarków. O odetchnięciu jego atmosferą. Myślę, że biografia Londynu może być ciekawym uzupełnieniem wiedzy, podróżą w przeszłość miasta, które zmieniało się i stało się w końcu tym Londynem, do którego możemy teraz pojechać.

2. Dziennik 1870-1879 - Francis Kilvert

Czasy wiktoriańskie ze względu na wiele filmów kostiumowych i powieści są mi bliskie, można powiedzieć, że ulubione. Siostry Bronte, Elizabeth Gaskell, Charles Dickens, Thomas Hardy, można wymieniać dalej. Dlatego, kiedy przeczytałam notkę wydawniczą książki wydanej przez Zysk i Ska, uznałam że może być to kolejna ciekawa lektura. "Fascynujący obraz życia wiejskiego", "niezwykłe spojrzenie na życie angielskiej prowincji", "zapiski Kilverta obalają powszechnie funkcjonujące stereotypy o czasach wiktoriańskich". Przyznajcie sami, że brzmi to kusząco. Co prawda to lata 70., więc bliższe Hardy`emu niż Bronte czy Gaskell, ale bądź co bądź Kilvert był wiejskim pastorem. A przecież wszystkie wspomniane pisarki wywodziły się z takiego właśnie środowiska.

3. Świadek epoki. Listy Elizy z Branickich Krasińskiej. 4 tomy

Tę książkę kiedyś czytałam i tak bardzo mi się podobała, że postanowiłam sięgnąć po nią ponownie. Chciałam mieć ją na własność, ale niestety jest bardzo trudna do zdobycia, osiąga wysokie ceny na allegro, nie widuje się jej w antykwariatach. Ale w końcu się udało. Pamiętam, że była to dla mnie kilkanaście lat temu fascynująca lektura - zapis życia, zmagania się z jego trudami i cieszenia się radościami. Bardzo ciekawą osobą była autorka tych listów - Eliza z Branickich. I niełatwe życie miała z poetą romantycznym, Zygmuntem Krasińskim, dla którego życie rodzinne nie miało dużego znaczenia, ale który w końcu ją docenił, tyle że nieco za późno. Myślę, że po latach listy Elizy będą tak samo dla mnie interesujące jak wtedy, kiedy czytałam je po raz pierwszy.

Może coś jeszcze dojdzie do tej listy po Warszawskich Targach Książki.
To dla odstresowania. Ale jest jeszcze inny stosik książek, które pewnie przeczytam, ale nie są to lekkie lektury, choć z pewnością ciekawe. O tym może kiedyś...