Mowa oczywiście o Warszawskich Targach Książki. Z przyczyn prawie ode mnie niezależnych, byłam na WTK na Stadionie Narodowym w piątek. Przyznam szczerze, że z jednej strony lubię chodzić na targi w pierwsze dwa dni, gdyż nie ma tłoku, można spokojnie przeglądać stoiska w poszukiwaniu czegoś ciekawego, z drugiej strony największy "asortyment" autorów podpisujących książki jest w dni weekendowe, a więc w sobotę i w niedzielę. Tak zresztą było i tym razem. Najciekawszy dzień, pod względem moich ulubionych autorów, to była sobota, cóż z tego, skoro ja akurat sobotę miałam w dużej części zajętą. Zresztą w dni weekendowe zwykle jest taki ścisk, że człowiek szybko się męczy i wychodzi wykończony. Przyznam jednak, że jak dla mnie, tegoroczne targi były rozczarowujące. Oczywiście rzuciło mi się w oczy kilka ciekawych tytułów, przy kilku stoiskach spędziłam dłuższą chwilę, porozmawiałam z osobami reprezentującymi wydawców. Ale nic nie kupiłam! W ogóle odniosłam wrażenie, że przewaga...
Blog o książkach i filmach