Przejdź do głównej zawartości

Izabela Czartoryska: Dziennik podróży po Anglii i Szkocji w roku 1790

Czytana kilka lat temu książeczka "Dyliżansem przez Śląsk: dziennik podróży do Cieplic w roku 1816" zachęciła mnie do poznania innej relacji z podróży księżnej Izabeli Czartoryjskiej. I to podwójnie zainteresowała, gdyż to relacja z wycieczki po Anglii i Szkocji. Książka to niezwykła, wydana z wielką pieczołowitością, opatrzona ilustracjami, opracowana przez Agnieszkę Whelan i z napisanym przez nią wstępem. Trzeba dodać, że na końcu zamieszczono faksymile rękopisu, który jest własnością Fundacji XX. Czartoryskich.

Na przełomie XVIII i XIX wieku podróże były bardzo modne, wydawano mapy i przewodniki, które miały wspomagać wojażerów. Izabela Czartoryska wcale jednak nie cieszyła się tym wyjazdem, gdyż myślami była wciąż w Polsce, gdzie rozgrywały się ważne wydarzenia polityczne. Zdecydowała się jednak towarzyszyć swojemu synowi Adamowi Jerzemu, dla którego ta podróż miała cel edukacyjny. Oczywiście nie wyjeżdżali sami, towarzyszyli im: nauczyciel syna księżnej Izabeli, bibliotekarz, służąca, ulubiony kozaczek księżnej oraz zaufany księcia kawaler Richard O`Raison, który służył jako pilot wycieczki, jak wynika z dziennika, zajmował się m.in. logistyką.

Podróżnicy odwiedzali nie tylko posiadłości ziemskie: pałace, zamki, dwory, opactwa, kościoły, zwiedzali także fabryki, kopalnie, manufaktury, oglądali mosty. Zapoznawali się z angielskimi nowinkami technicznymi. Celem wycieczek były również wodospady i inne cuda natury. Księżna notowała w dzienniku wrażenia związane z odwiedzanymi miejscami, wymieniała obrazy oglądane w rezydencjach, dokonywała zwięzłych ocen, nie stroniąc od opinii na temat spotykanych ludzi. Zwracała uwagę oczywiście na otoczenie rezydencji, a zwłaszcza na tereny zielone i architekturę ogrodową.

Na trasie pokonywanej przez podróżników było wiele znanych zamków i pałaców, takich jak uwieczniona w filmie "Duma i uprzedzenie" z 2005 roku XVIII-wieczna rezydencja Stourhead, położona w hrabstwie Wiltshire, czy Edynburg (to w nim kręcone były niektóre sceny filmu "North and South" Elizabeth Gaskell) oraz Manchester - jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych Anglii, kolebka przemysłu włókienniczego (nasuwa się oczywiście na myśl fabryka pana Thorntona) oraz słynne Bath, ze wspaniałą Royal Crescent, które pojawia się w powieściach Jane Austen. Warto też wspomnieć o szkockiej części podróży, księżna Izabela odwiedziła szkockich górali, a nawet jadła posiłek nad jeziorem Loch Long. Zwiedzała także miejsca związane z Marią Stuart. Jak pamiętamy z "Dumy i Uprzedzenia", oglądanie posiadłości ziemskich nie było wówczas czymś niezwykłym, a Izabela Czartoryska nie była gościem zwyczajnym, była arystokratką, miała rekomendacje, otwierały się przed nią drzwi zamknięte dla innych, poznawała wielu ludzi, w tym znanych przemysłowców angielskich.

Nie byłabym sobą, gdybym nie śledziła na mapie tej peregrynacji księżnej Izabeli, konfrontowałam opisywane miejsca z ich obecnym wyglądem. Oczywiście wiele z rezydencji istnieje do dziś, niektóre są w całkiem dobrym stanie, część objęta jest opieką National Trust (brytyjskiej organizacji zajmującej się ochroną zabytków i przyrody w Anglii, Walii i Irlandii Północnej). Niestety, niektóre obiekty zniknęły lub uległy daleko idącej zmianie, one same lub ich otoczenie. Trudno się dziwić, w końcu minęło ponad 200 lat.

Po przeczytaniu tego dziennika z podróży po Anglii i Szkocji, a także tej późniejszej z 1816 roku do Cieplic można nabrać dużo ciepłych uczuć do księżnej Izabeli jako polskiej patriotki. Ale warto przypomnieć, że to ta sama kobieta, która jako mężatka miała niemal każde dziecko z innym mężczyzną, w tym z ambasadorem rosyjskim Repninem, sprawującym faktyczną władzę nad Polską jako bezpośredni wykonawca woli carycy Katarzyny II, a który w 1794 był naczelnym dowódcą wojsk rosyjskich walczących z powstańcami oraz autorem tekstu aktu abdykacji podpisanego w 1795 w przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Księżna w młodości z pewnością nie była tak szacowną damą, jaką oglądamy w jej relacjach z wojaży. Gdzież tu porównywać ją z Elizą z Branickich Krasińską, która choć zdradzana przez męża, zawsze zachowywała się z godnością i nie w głowie były jej romanse. Księżnej Izabeli można zarzucić ponadto unieszczęśliwienie własnego dziecka - Marii, którą wbrew jej woli wydała za Ludwika Wirtemberskiego, człowieka zupełnie jej niegodnego. Syn księżnej Adam Jerzy, któremu towarzyszyła w tej zagranicznej podróży, będzie później przyjacielem i doradcą cesarza Aleksandra I oraz ministrem spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego. Uświadomienie sobie tych faktów pozwala spojrzeć nieco z dystansu na postać "Pani na Puławach", choć nie można odmówić jej zasług.

Mimo tych zastrzeżeń, powinniśmy być wdzięczni, że zachowały się dzienniki z jej podróży i zostały tak pięknie wydane. Kilka lat temu opisywałam "Dyliżansem przez Śląsk". Warto wspomnieć, że ta książeczka kilka lat temu ukazała się ponownie, w serii "Skarby Biblioteki Narodowej" (za wydaniem Ossolineum, z 1968 r.) opatrzona wstępem i przypisami Jadwigi Bujańskiej. Obie pozycje polecam. "Podróż do Anglii i Szkocji" to dowód na to, że Polacy byli ciekawi świata i potrafili czerpać z dorobku innych kultur europejskich. Księżna Izabela przywiozła z tych wojaży nie tylko miłe wrażenia, ale potrafiła zaszczepić pewne rozwiązania w rodzinnym kraju.

Komentarze

atelierpolonaise pisze…
Książkę widziałam jakoś mnie nie przekonała jak również druga pozycja dotycząca Śląska, chyba pióro Czartoryskiej mnie nie zachwyciło. Zresztą chyba Izabela nie lubiła Anglii, kiedy Adam jej mąż chciał po aferze Dogrumowej wyjechac z Polski do Anglii właśnie ona namowiła go na pozostanie w kraju i rozbudowanie Puław. Co do jej dzieci ... mnie to akurat najmniej przeszkadza, że miała romanse z Riepninem i innymi zresztą jej mąż też miał wiele kochanek i odbywało się to za wiedzą obojga - takie były realia ówczesnej epoki. Jako matka bardzo dbała o swoje dzieci jak i dzieci swoich przyjacioł i ubogich znajomych. Za ambicje wydania Marii za człowieka złego zapłaciła wysoką cenę na starośc. Była bardzo ambitna tym bardziej, że nikt nie zadbał o jej wykształcenie, nie lubiana przez siostrę męża, umiała jednak sie odnaleźc w nieprzyjaznym świecie. Jako ciekawostkę dodam, że - modę na noszenie kontuszy wczasie Sejmu Czteroletniego wymyśliła właśnie ona.
Beata Woźniak pisze…
Nie porównywałabym Izabeli do Elizy z Branickiej - zupełnie inne temperamenty, inne zapatrywania na życie, inne priorytety. Eliza przyjęła rolę cierpiętnicy, bardzo dobrze odgrywała rolę wyznaczone jej z góry przez konwenanse: wyjść za mąż (tak czy siak małżeństwo było z Krasińskim zaaranżowane), urodzić dzieci i bez względu na wszystko trwa przy mężu. Dbała owszem o Ursynów, ale dopiero w latach późniejszych, odżyła dopiero przy młodszym Ludwiku. Szkoda, że nie dane było już mieć im dzieci (Ludwik miał córkę z drugą żoną. Córka to późniejsza księżna Adamowa Czartoryska). Izabela potrafiła zadba o swoje potrzeby i wspaniale pokazywała swoją duszę artystyczną. o nie znaczy, że Elizka nie zostawiła obrazów i szkiców wykonanych jej ręką :)
Wspaniale, że przypomniałaś książkę. Moim zdaniem wspaniała, zresztą ja bardzo cenię sobie źródła i zawsze cieszę się, gdy wydawane są drukiem :)
pozdrawiam serdecznie
Gosia pisze…
Dziękuję za komentarze. :)
To, że coś robią wszyscy, nie zwalnia mnie od przyzwoitości. Historia romansów księżnej Izabeli, tak ciekawie opisana przez Pauszer-Klonowską, budziła we mnie niesmak. Żeby tylko miała jednego kochanka, ale miała ich kilku, o dzieciach już nie wspomnę. Jako matka w pierwszych latach ich życia, w ogóle się dziećmi nie interesowała, o czym także wiele w "Pani na Puławach". Jak pisałam, ma swoje zasługi. Nawiasem mówiąc, ówczesna arystokracja wisiała u klamek rosyjskich władców. Synowie Izabeli, żeby zwrócono dobra Czartoryskim, ukorzyli się i potulnie pojechali do Petersburga i pełnili straż u drzwi Katarzyny II. Może były to inne czasy, ale....

Co do Elizy Branickiej, faktycznie trzeba pamiętać, że to jednak było dużo później, a kwestia temperamentów i pozycji jest istotna. Skojarzenie było, gdyż w życiu obu pań ważne miejsce zajął Franciszek Ksawery Branicki, jednej jako kochanek, a drugiej jako dziadek. ;)
Eliza z Branickich mogła oglądać różne zachowania, a jednak wybrała taką, a nie inną rolę. Tak czy inaczej, jakoś większą sympatię czuję do niej właśnie. Muszę jeszcze raz na spokojnie przeczytać jej listy.

Dziękuję za wskazanie jako ciekawej lektury "Podróży do Anglii". Dodam, że zdobyłam "Dziennik podróży do Anglii" Karola Sienkiewicza, mam nadzieję, że to także będzie interesująca lektura.
Pozdrawiam. :)
Anonimowy pisze…
We mnie księżna Czartoryska również budzi mieszane uczucia. I nie tylko dlatego że żyła w takiej epoce gdzie "każdy z każdym" ;) Niemniej jest bardzo interesującą postacią i ma swoje zasługi. Mam to stare, niebieskie wydanie jej biografii które przy czytaniu niemal w całości się rozsypało, dlatego kupiłam nowe wyd. Inicjał. Planuję ją niedługo sobie przypomnieć a relacje z podróży zostawiam na razie na później;)
M.M

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...