Przejdź do głównej zawartości

Death comes to Pemberley

Sześć lat po ślubie Elizabeth i Fitzwilliam wiodą szczęśliwe życie w rodzinnej posiadłości Pemberley, wychowując syna. Sielankę przerywa niezapowiedziana wizyta nieokiełznanej siostry Lizzie, Lydii i jej męża, Wickhama, który zostaje oskarżony o zabójstwo swojego przyjaciela. Skandal zagraża nie tylko dobremu imieniu całej rodziny, ale i szczęściu Darcych.

Podchodziłam to tego filmu jak pies do jeża. "Duma i Uprzedzenie" to jedna z moich ulubionych książek, czytałam ją wiele razy, a ekranizacja z 1995 roku jest prawie doskonała. Nie za bardzo lubię wariacje na temat, od których roi się ostatnio, czyli kontynuacje powieści Austen, które piszą ci, którzy chcą zarobić na sławie innych. Słyszałam i o "Death comes to Pemberley", który napisała P.D. James, i nie zamierzalam 3-odcinkowego serialu nakręconego na podstawie tej książki oglądać. A jednak recenzja zamieszczona na innym blogu tak mnie zachęciła, że postanowiłam zmienić swoje postanowienie.
I, o dziwo, nie pożałowałam.

Oczywiście trzeba ten film oglądać z dystansem do pierwowzoru. Osoba, która, tak jak ja, widzi jako Elizabeth Bennet Jennifer Ehle a jako Darcy`ego Colina Firtha może się nieco denerwować. Ale jak pisałam wcześniej, take it easy. I dopiero z takim podejściem seans "Death comes to Pemberley" będzie przyjemnością. Można zobaczyć w akcji młodych aktorów, których tu widzę chyba po raz pierwszy, takich, jak Eleanor Tomlinson (w roli Georgiany) i James Norton (Henry Alveston), a także stare wygi, które wypadają nad podziw dobrze, jak Trevor Eve (Sir Selwyn Hardcastle - świetna postać!), James Fleet (pan Bennet) czy Tom Ward (pułkownik Fitzwilliam). Ten ostatni, co warto podkreślić, zagrał w serialu z 1995 roku pułkownika Chamberlayne`a, postać epizodyczną. To więc niejako łącznik z moją ulubioną ekranizacją.

Natomiast w główne postaci wcielili się: Anna Maxwell Martin - świetnie mi znana z filmu "Bleak House" czy "North and South" oraz Matthew Rhys, którego dotąd mało znałam. W roli George`a Wickmama wystąpił Matthew Goode. Zawsze dziwiłam się, jak można było się zauroczyć kimś takim jak Wickham, który sprawiał na mnie wrażenie jakiegoś mydłka, jednak ten jest zupełnie inny, wydaje się inteligentny i przebiegły. I dziewczyna taka jak Lizzie mogłaby dać się prędzej zwieść komuś podobnemu. Na koniec nuszę przyznać, że trochę mi przeszkadzało "zepsucie" jednej z ważnych postaci powieści Austen (nie powiem teraz której, żeby nie spoilerować), ale na końcu zrozumiałam zamysł scenarzystów, choć żal do nich pozostał. Ciekawy jest wątek związany z parą głównych bohaterów, którzy w obliczu niespodziewanych wydarzeń na chwilę odsuwają się od siebie. Cóż scenarzyści zrobiliby bez wymyślania takich problemów? ;)

Fabuła tego filmu jest tak poprowadzona, że najpierw wprowadza atmosferę grozy, by po jakimś czasie zmienić się w kryminał. Całość ogląda się bardzo dobrze, obrazki są wysmakowane, praca kamery ciekawa, otoczenie Pemberley znakomicie sfilmowane (to jest to samo miejsce co w serialu z 1995 roku!). Są tu też reminiscencje z przeszłości, a więc widzimy na przykład fragment oświadczyn Darcy`ego czy pierwszą rozmowę Lizzy z Wickhamem.Akurat te scenki wypadają słabo, bo Anna Maxwell Martin wygląda nieźle jako pani Darcy, ale jako dużo młodsza Lizzie już gorzej. Dla osób, które lubią fanfiki, jest nawet scena miłosna, co prawda nie w wykonaniu Colina Firtha, ale... :)

Można też zajrzeć za podszewkę Pemberley, a więc do pomieszczeń kuchennych, gdzie służba zajmuje się przygotowaniem do balu, którego w końcu nie będzie. W tamtym drugim świecie prym wiedzie pani Reynolds, całkiem dobrze poprowadzona postać.

Akcja "Death comes to Pemberley" wciąga, a zagadka czeka na rozwiązanie do ostatnich chwil. Widz uczestniczy w dochodzeniu, procesie sądowym, widzi także przygotowania do egzekucji. Prawdziwy kryminał w świecie Jane Austen. ;) Gdzie ta sielanka okresu Regencji?
Mimo początkowego sceptycyzmu, po obejrzeniu jestem na tak.

Komentarze

Beata Woźniak pisze…
Gosiu piszesz tak jak ja to odczuwam, bo wiesz ja również boję się serialu i książki. Ale teraz do nich chyba podejdę :) Na obecnym etapie słucham DiU w interpretacji Szczepkowskiej oraz od Nowego Roku po raz trzeci oglądam serial z 1995 :) Coś mnie wzięło :)W końcu też zamówiłam sobie dziś właśnie biografię Austen napisaną przez panią A. Przedpełską.
Dziękuję za ten celny opis :)
Serdeczności
Gosia pisze…
Ta biografia Przedpełskiej jest bardzo dobra. Z przyjemnością przeczytałam. Chyba o niej nie pisałam na blogu, widocznie zapomniałam w ferworze innych zajęć. W każdym razie polecam.
Jeśli chodzi o DiU 1995, to też na chwilę musiałam sobie ją włączyć. Tak dla przypomnienia. ;)
"DctoP" zrobiło na mnie więc pozytywne wrażenie, natomiast nie skuszę się na pewno na żadne "DiU i Zombies", są jednak granice szaleństwa...
Pozdrawiam
Beata Woźniak pisze…
Też tak sadzę z tym zombie :) Wiesz, dziś jeszcze zamówiłam sobie na allegro biografię Colinka (za 12 złotych)tą ostatnią. Jestem jej też bardzo ciekawa :) A za Przedpełską się szybko też wezmę:)planuję jeszcze wrócić czytelniczo do "Perswazji" (filmowo z 2007 roku wróciłam też niedawno)i może sobie w ogole ze wszystkiego zrobię powtórkę. Nie widziałam też najnowszych filmowych wersji "Emmy" i "Rozważnej i romantycznej".
serdeczności
Gosia pisze…
Tak mnie natchnęłaś, że obejrzałam sobie "Perswazje" 2007. :) Bardzo lubię ten film i byłby prawie doskonały, gdyby nie ta scena biegu na końcu, nie mówiąc już o żebraniu o pocałunek. Ale muzyka fantastic, no i Rupert Penry-Jones. Mogli tylko wybrać inną aktorkę. ;) Ale oczywiście przypomnę sobie też wersję z 1995 roku, bo jest świetna. A książkę bardzo lubię, ta opowieść jest taka dojrzała i nieśpieszna.

Pozdrawiam
Hubert pisze…
Film trzyma w napięciu a recenzja trafna.
Kancelaria pisze…
Bardzo dobra recenzja.

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...