Przejdź do głównej zawartości

Wojna i Pokój

Film "Wojna i Pokój" to nowa ekranizacja powieści rosyjskiego prozaika z XIX wieku Lwa Tołstoja. Tym razem jest to międzynarodowa koprodukcja, w której wzięły udział takie kraje jak: Włochy, Francja, Niemcy, Rosja, Polska. Zdjęcia kręcono głównie na Litwie i w Petersburgu. Reżyserem jest Richard Dornhelm, a w głównych rolach wystąpili: (Francuzka) Clemence Poesy jako Natasza Rostova, (Włoch) Alessio Boni jako Andriej Bołkoński, (Niemiec) Alexander Beyer jako Pierre Bezuchow, (Włoszka) Violante Placido jako Helene Kuragin-Bezuchow, (Niemiec) Ken Duken jako Anatol Kuragin, (Rosjanin) Dmitri Isayew jako Mikołaj Rostow.
Film niezwykle mi się podoba. Ma to co trzeba: miłość, zdrady, wybaczenia, wspaniałe wnętrza i zdjęcia, piękną muzykę w ładnych scenach. Okrojono nieco wątki historyczne, militarne i społeczne, według mnie z korzyścią dla całości (powieść jest zbyt ciężka i zbyt nimi przeładowana), a skupiono się na wątkach miłosnych oraz relacjach międzyludzkich.

Film został zrobiony w pięknych wnętrzach, w plenerach, z przepychem, ze statystami - takie filmy są obecnie możliwe chyba tylko w koprodukcji kilku krajow, cieszę się że dołożyli się do tego Polacy (tzn. Polsat), choćby chodziło tu tylko o mundury wojskowe czy trzech aktorów, którzy grają epizodyczne role służących. Ważne, że powstał film z gatunku tych, które chce się ogladać. Widać, że został zrobiony dla kobiet, gdyż wojna gra tu tak naprawdę rolę drugoplanową, ważniejsze są relacje między ludźmi, a właściwie między kobietami i mężczyznami, i między kilkoma rodzinami (Bezuchowych, Rostowów, Kuraginów i Bołkońskich), których losy się splatają.
Świetnie spisują się główne postaci, zwłaszcza aktorzy starszego pokolenia jak: Brenda Blethyn (Maria Dimitriewna), Malcolm McDowell (gra starego Bołkońskiego), czy Toni Bertorelli (Wasilij Kuragin), ale dobrze też wypada Alessio Boni, Alexander Beyer, Violante Placido i Ken Duken. Zastrzeżenia mam jedynie do Clemence Poesy, której uroda jest dyskusyjna i mało wyrazista. Z pewnością jednak aktorsko spisuje się nieźle np. dobrze odegrała odurzenie młodym Kuraginem. Interesująca jest postać Pierra (Piotra Bezuchowa), który mimo że nie jest specjalnie przystojny, wydaje się mieć inne zalety - jest po prostu dobrym człowiekiem, a także postać Marii - która godzi się ze swoim losem i poświęca dla starego ojca.
Scena zapoznania się Nataszy i Andrieja skojarzyla mi się z analogiczną sceną z "Przeminęło z wiatrem", tyle że tam był użyty wazonik, a tu buciki. Jeśli Andriej na samym początku nie wywarł na mnie wielkiego wrażenia, to w miarę rozwoju akcji, zauroczona nim byłam coraz bardziej, i żal mi było, że tak się jego historia zakończyła. Uważam, że mógł przeżyć, zrazić się do wojny, wybaczyć Nataszy i żyć dalej - ale pisarz chciał inaczej.... Bardzo podobał mi się w czapie wśród tych płatków śniegu - zupełnie to przypominało "Doktora Żywago". Bardzo ładna jest scena balu i późniejsze spotkania Nataszy z Andriejem - sama sytuacja, jej uczucia - doskonale ją rozumiem. On taki trochę niedostępny książę, a jednak przyjeżdża, żeby się z nią zobaczyć, rozmawiają w parku o swoich pierwszych spotkaniach.. To jak marzenia, które się spełniają... Podobała mi sie też scena oświadczyn - tutaj bardzo zyskuje właśnie Andriej, bo uśmiech, który rozświetla jego skłonną do smutku twarz, jest tak dojrzale męski. No i ma ładnie wykrojone usta...
Nie mogłam zrozumieć Nataszy, że mając takiego narzeczonego jak Andriej, dała się opętać bawidamkowi Kuraginowi, ale cóż młoda była i naiwna... Andriej poważny, pewny, a nie lekkoduch, który plecie słodkie słówka. I jakie oparcie w nim można znaleźć i jaki prestiż! Jak widać jednak próba rozłąki się nie udała, a Natasza nie zasługiwała na Andrieja. On sam pozornie na zimno ją potępił, ale po prostu zbyt mocno go uraziła, zraniła jego uczucia - przecież sam mówił, że po raz pierwszy tak pokochał (i to po śmierci żony, gdy czuł się już właściwie wypalony), a tu jego wybranka go zdradziła, zawiodła, upokorzyla i to z takim Kuraginem. Zawód miłosny wywołał silną chęć zemsty na rywalu, ale za to później nastąpiło takie chrześcijańskie pogodzenie w obliczu śmierci....

Jednak samo zakończenie filmu mi się nie podoba! Z dwóch powodow - wolałabym, żeby Natasza byla z Andriejem. Mimo że wcześniej żywiłam dużą sympatię dla Pierra i lubiłam go przez większość filmu, ten zwrot ich historii mi się nie podoba. Wolałabym, żeby Pierre wybrał kogoś innego np. Marię, nie mogę mu darować tej Nataszy. Opieką nad rannym Andriejem zrehabilitowała się w moich oczach za to szaleństwo, które ją opętało, kiedy chciała uciec z Anatolem, ale w sumie potem szybko się pocieszyła. Co do samych obrazków końcowych - toż to wypisz wymaluj zakończenie rodem z Bleak House i ta sielanka na końcu mi coś nie leży. Chyba nie mogłam odżałować Andrieja ... W dodatku kiedy Pierre wiózł Andrieja w karecie, obiecał, że zrobi wszystko, żeby się spotkał z Nataszą, choćby to była ostatnia rzecz, jaką zrobi, a potem go zostawił w tej karecie, choć wiedział, że jej rodzice chcą jej tego widoku oszczędzić, a potem kiedy siedział w tej piwnicy i Platon zapytał go, za kogo chciałby się pomodlić, to on nawet nie pomyślał o swoim przyjacielu, ktorego zostawił i który był ciężko ranny. I jeszcze później sam się oświadczył Nataszy. O nie! Tego mu nie wybaczę !

Nie wiadomo co było dalej z Dołochowem - a to kolejna ciekawa postać w tej opowieści, choć jest to postać niebezpiecznie intrygująca. Za to Helene Kuragin-Bezuchow - tą wyrachowaną intrygantkę (przypomina mi trochę Markizę De Merteuil z "Niebezpiecznych związków"), ukarano najprzykładniej. Dwie inne postacie kobiece - niemal anioły: Sonię i Marię spotkał lepszy los. Bardzo mnie dziwi wybór Marii, za co właściwie ona pokochała tego mydłka Mikołaja? Ja bym dla niej wybrała inaczej - Pierra czy Denisowa.

Natomiast bardzo mi się podoba czołówka filmu, jest pięknie zmontowana. To jeden z moich najulubieńszych elementow. Te zmieniające się ujęcia, i wspaniała muzyka Jana A.P. Kaczmarka, którego za ilustrację tego obrazu trzeba bardzo pochwalić!
No i wizerunek Andrieja a la Alessio Boni jest bardzo interesujący ;) On wcale śliczny nie jest, ale po męsku i dojrzale przystojny.
Brawo filmowcy! Oby więcej takich dobrych filmów!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...