Przejdź do głównej zawartości

Dzienniki Marii Dąbrowskiej t. 1 (1914-1932)

Dzienniki Marii Dąbrowskiej czytałam dawno temu, prawdopodobnie w czasie studiów, choć wtedy chyba tylko wybrane fragmenty.

Pierwszy tom obejmuje pierwszy okres w życiu Marii Dąbrowskiej, przede wszystkim małżeństwo z Marianem Dąbrowskim, legionistą, potem majorem WP. Jest tu i miłość i przyjaźń, i zdrada, gdyż Dąbrowska nie była wierną żoną. Przyznaje się w dziennikach do zdrady, sugeruje, że mąż także miał jakiś flirt, ale prawdopodobnie nie było to nic poważnego.
"Mówią, że trzeba poznać tego, z kim się ma żyć po ślubie jak z mężem. Ja myślę, że czy go się pozna przedtem czy później, z każdym można żyć dobrze, od nas to tylko zależy. Wdzięk i tragizm zarazem życia na tym polega, że właśnie prawie każdego człowieka można pokochać. Pokochać na umór, ponad wszystko i wszystkich - prawie nikogo".

Pisarka relacjonuje spotkanie z Józefem Piłsudskim w 1916 roku. Wyraźnie widać, jak początkowa jej fascynacja tą postacią przekształca się z czasem w pewien dystans, wywołany wydarzeniami politycznymi.
"Piłsudski ubrany był okropnie, w swojej zresztą przemiłej szarej kurtce, ale do tego wdział czarne długie austriackie spodnie wizytowe. Z tym wszystkim pełny czaru w sposobie bycia, pełny imponującego piękna ze swą głową kamienną i niezwykłą.[...] Piłsudski jest towarzysko pełny wdzięku, prosty i dowcipny. Kiedy się zapali, opowiada przepięknie. [..] Patrząc na niego i słuchając, myślałam, że nie jest to mąż stanu, ale poeta, romantyk i aktor, który swą wizje artystyczną świata rzucił na szalę wypadków".

Tu trzeba dodać, że Dąbrowska ma poglądy nieco lewicowe (bardzo podobała się jej idea spółdzielczości i na ten temat wygłaszała odczyty).
Na te lata przypada także jej praca społeczna i państwowa (w 1914 r. działała w Lublinie, potem pracowała w Ministerstwie Rolnictwa i parała się publicystyką).

Ale przede wszystkim wtedy zaczęła pisać. Były to zarówno opowiadania, pisane często na zamówienie. Powstały wtedy tomy "Uśmiech dzieciństwa" (1923) i "Ludzie stamtąd" (1926), które przyniosły jej uznanie. W tym okresie powstawała także jej największa powieść "Noce i dnie".

Dużo pisze w dziennikach o samej pracy twórczej, widać jak poprawiała, zmieniała koncepcje literackie i konstruowała całą powieść. Jak krystalizowała się powoli jej struktura.
"Tzw. radość twórcza nie jest wcale wskaźnikiem, że się weszło w pisaniu na właściwą drogę. Ja w ciągu ubiegłego roku doświadczałam istnych paroksyzmów radości i pewności, że Boga za nogi złapałam. Tymczasem wszystko, co napisałam, było do chrzanu. [..]
To co się mówi o trudnościach przy pisaniu, to, co ja sama o tym mówię, dotyczy tylko okresu, kiedy się wewnętrznie dochodzi do istoty tematu. Wtedy człowiek się męczy jak potępieniec i najprostszej myśli nie potrafi wyrazić. Kiedy natomiast dojdzie - a nigdy nie wiadomo, kiedy to nastąpi - wszystko idzie jak z płatka. Można się tylko tu i ówdzie na krótko potykać".

W 1925 roku po śmierci męża związała się ze Stanisławem Stempowskim, którego poznała rok wcześniej, zresztą za pośrednictwem męża.
"Wartość jaką mają dla nas ludzie i przeżycia, oceniamy od strony negatywnej - po bólu, jaki nam sprawia strata albo myśl o stracie".[..]
Dobrodziejstwem mego życia teraz jest pan Stempowski. Cóż to za człowiek, którego granic nie można z żadnej strony zobaczyć, ani dna. Bez dna i bez granic. Biały i gorący zarazem. Sędziwy i młodzieńczy, niemal chłopięcy. Potrzebuje się go jak powietrza, pije się go jak cudowny lek, kocha się go pokornie i z zachwytem.

Wkrótce byli niemal nierozłączni, choć i tu zdarzały się jej romanse, min. z Jerzym Czopem, kierownikiem sanatorium w Jaworzu (gdzie zresztą częściowo powstawały "Noce i dnie").
"Pochłania mnie moja sprawa osobista - miłość z Jerzym. Był w październiku w Warszawie i już wtedy uczułam, że coś między nami na nowo się i na inny sposób zaczyna, ujawniło mi się jakby w odmiennej, cudnej postaci. [..] Zwaliło się to na mnie i szczęściem i brzemieniem, bo mnie i bez St. [Stempowskiego] żyć byłoby niemożebnie trudno - i to, że się kryć muszę, nieznośnie ciąży".

W dziennikach Dąbrowska pisze także o życiu artystycznym i kolegach po piórze. Krytykuje Kadena-Bandrowskiego, podówczas dobrze przyjmowanego pisarza, a przyjaźni się z Zofią Nałkowską.
"Wczoraj na posiedzeniu komisji [komisji Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego - chodziło o wybór książek zalecanych dla szkół] w ministerstwie wybuchła bomba. [..] to jest walka Kadena z naszą komisją, którą Kaden chce obsadzić swoimi ludźmi. Jest to jakaś gra poziomych interesów, od której będę się trzymać z daleka.[..] Cała ta komisja jest w ogóle źle pomyślana i my operujemy nie śród książek, ale śród śmiecia niewartego zachodu, śród najobrzydliwszej, ofensywnej grafomanii".

Ale przede wszystkim snuje refleksje o pisarstwie:
"Po napisaniu każdej rzeczy doznaję uczucia, że wypisałam całą siebie, że już nigdy nie będę mogła nic więcej napisać. [..]
Dziś skończyli drukować drugi tom "Nocy i dni". Nie wiem dlaczego, ale jest mi tak przerażająco smutno, jakby nagle wszystkie nici łączące mnie ze światem, się porwały, Ponura melancholia.".


1. Zdjęcie Marii Dąbrowskiej z 1925 roku. Archiwum NAC.

Wieść z ostatniej chwili:
Od 2009 roku jest dostępne wydanie pełnego tekstu dzienników Marii Dąbrowskiej z lat 1914-1956 w 13 tomach - wersja surowa, bez edytorskiego opracowania i bez przypisów.
Publikację tę wydała w nakładzie 300 egzemplarzy Polska Akademia Nauk, Komitet Nauk o Literaturze. Ukazała się pod redakcją Tadeusza Drewniewskiego.

Komentarze

clevera pisze…
Pod wpływem polonistki z liceum zaczęłam czytać "Dzienniki" i chociaż bardzo mi się podobały to nie dokończyłam ich. Nie pamiętam dlaczego.:))
Monika Badowska pisze…
Po "Dziennikach" Dąbrowskiej przekonałam się do tego typu zapisów w literaturze:)
Gosia pisze…
Clevera - Może trzeba spróbować jeszcze raz? Nieraz się przekonałam, że pierwsze wrażenie bywa mylące, a z upływem lat podobają mi się zupełnie inne lektury niż kiedyś.

Nauczycielko - Bardzo lubię czytać pamiętniki, wspomnienia, biografie. Mają zupełnie inny urok niż powieści. I z pewnością warto po nie sięgać. Kiedy już przeczytam dzienniki Dąbrowskiej, mam zamiar zabrać się za lekturę dzienników Zofii Nałkowskiej, tym bardziej, że pisarki przed wojną się bardzo lubiły, a po wojnie podobno się nie znosiły. Ciekawe czemu? Żyły w tym samym czasie, ciekawa jestem, jak potoczyły się ich losy i jak zmieniały się ich opinie i poglądy, w zależności od ich osobistych przeżyć.

Pozdrawiam :)

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...

Polskie kryminały z górami w tle

     W ciągu ostatnich trzech lat przeczytałam bardzo dużo książek, w większości były to kryminały. Nie opisywałam ich na blogu, ale w zeszycie, w którym ostatnio prowadzę zapiski. Muszę przyznać, że jakość polskich kryminałów jest bardzo różna. Kiedy patrzę na listę autorów, których książki przeczytałam, to wśród ulubionych pisarzy znaleźli się: Małgorzata Rogala (19 książek), Robert Małecki (15 książek), Mieczysław Gorzka (14 książek), Jędrzej Pasierski (11 książek), Tomasz Duszyński (10 książek), Marek Stelar (10 książek), Krzysztof Bochus (9 książek), Krzysztof Koziołek (9 książek), Przemysław Borkowski (8 książek), Katarzyna Wolwowicz (8 książek) i Ida Żmiejewska (8 książek). Na pewno sięgnę po prawie każdy, którego akcja toczy się w górach.  Stąd moja subiektywna lista górskich kryminałów, większość jest wartych polecenia. Kolejność w sumie jest przypadkowa.  1. Sławek Gortych - cała Karkonoska Seria Kryminalna.  Uwielbiam Karkonosze, a dodatkowo atm...