Przejdź do głównej zawartości

Filmy na święta - na wesoło i na smutno o miłości

Jaki powinien być film na święta? Komedia romantyczna? Melodramat? Dramat obyczajowy? A może kostiumowiec? Każdy wybierze pewnie coś innego. Opowiem o tych filmach, które ja wybrałam na tegoroczne święta Bożego Narodzenia. Oczywiście wszystkie będą o miłości. ;)

Po pierwsze komedie, bo święta to dla mnie czas, gdy odrywam się od szarzyzny codziennego życia. Dwa pierwsze to filmy ze świętami w tle.

"Dwanaście choinek" przypomina mi nieco pomysłem słynny "Masz wiadomość". Głównymi bohaterami są tym razem nie właścicielka księgarni ale bibliotekarka oraz deweloper, który chce zburzyć stary budynek stojący na Manhattanie, gdzie mieści się jej książkowe królestwo, i zbudować w tym miejscu luksusowy loft. Bohaterka, która nie może się pogodzić z tą decyzją, postanawia walczyć. A czas ma zaledwie do Wigilli. Ogłasza więc konkurs na najpiękniejszą choinkę, jego uczestnicy mają wybrać pomysł na dekorację, który ma jakiś związek z tą właśnie biblioteką. Zgłaszają się ludzie, którym zależy na tym miejscu, gdyż to tam właśnie zdobywali wiedzę, poznawali przyjaciół, a teraz często przyprowadzają swpje dzieci. Żeby tego było mało, w konkursie postanawia wziąć udział sam deweloper, zatrudniając do tego przyjaciółkę, zawodową dekoratorkę. Główne role w tej komedii romantycznej zagrali: Lindy Booth oraz Robin Dunne. Muszę przyznać, że główna bohaterka nieco mnie irytowała swoim infantylizmem, ale finał filmu nawet był wzruszający.

Druga komedia romantyczna to "Zaczarowana wystawa" z głównymi rolami Chyler Leigh (znana pewnie niektórym jako Lexie - siostra Meredith z "Greys Anatomy", choć tu z krótkimi włosami i w nieco innych ubraniach wygląda inaczej) oraz Paula Campbella. Fabuła jest prosta: dwoje dekoratorów staje do rywalizacji w świątecznym konkursie na najpiękniejszą wystawę, by zdobyć stanowisko głównego dekoratora ogromnego sklepu. Sloan van Doren jest rozważna, poukładana i poważnie podchodzi do swojej pracy, Jake Dooley jest spontaniczny, pełen fantazji, żywiołowy. Ona jest ubrana zawsze elegancko i stosownie do sytuacji, ma bogatego przyjaciela, z którym nigdy się nie kłóci, on z kolei lubi luz, wzorzyste swetry i niczym się nie przejmuje. To przeciwne bieguny, więc od razu widać, że walka będzie ostra. Kto ma większe szanse? Okazuje się, że nic nie jest takim, jakim się wydaje na początku, oboje skrywają jakąś tajemnicę. Film jest pogodny, typowo świąteczny i z czystym sumieniem mogę go polecić jako dobrą rozrywkę na święta.

Zastanawiam się, czy muszę przedstawiać trzecią świąteczną komedię. Może jest jeszcze ktoś, kto nigdy nie obejrzał "Dnia świstaka"? Zaryzykuję, bo ja do tych osób jeszcze kilka dni temu należałam. A to dziwne, bo naprawdę lubię Billa Murraya i Andie MacDowell, ale tak się złożyło, że tego filmu jakoś nie widziałam. Aż do tych świąt. Tym razem pomyślałam: Teraz albo nigdy". I oczywiście komedia jest świetna, a Bill Murray w roli zgorzkniałego i zblazowanego prezentera pogody fantastyczny, a Andie MacDowell, jak zawsze, urocza. Groundhog Day to doroczne święto obchodzone 2 lutego w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, którego bohaterem jest świszcz (w tytule filmu: świstak). Jeżeli w tym dniu zwierzę zobaczy swój cień, co sprawdza się wyciągając świszcza z nory, zwiastuje to jeszcze sześć tygodni zimy. Jeśli nie, to oznacza, że wiosna jest już blisko. Pewny siebie telewizyjny prezenter pogody Phil Connors przyjeżdża wraz z ekipą: producentką oraz operatorem kamery, do miasteczka Punxsutawney, gdzie ma zrelacjonować przebieg corocznego święta zapowiadającego to nadejście wiosny. Miasteczko, jak i samo święto mu się nie podoba, stwierdza wieczorem, że to najgorszy dzień jego życia. Kiedy budzi się następnego ranka orientuje się, że znowu jest Dzień Świstaka - wpadł bowiem w pętlę czasu. Jest przerażony swoim odkryciem, ten dzień się wciąż powtarza. Początkowo próbuje skorzystać z tej beztroski, odkrywa, że jest bezkarny, bo czegokolwiek nie zrobi, rano budzi się we własnym łóżku przy dźwięku tej samej radiowej piosenki "I got you babe" i znowu jest Dzień Świstaka, potem jednak postanawia w jakiś sposób przerwać ten koszmar. Jednak wyjściem z tej pętli czasu jest miłość, a żeby na nią zasłużyć potrzebna jest zmiana w nim samym. Polecam!

Tym razem coś odmiennego, film francuski "Une rencontre" (polski tytuł "Pożądanie"). Główne role zagrali Sophie Marceau i Francois Cluzet. Ciekawy obraz o spotkaniu żonatego mężczyzny z dojrzałą kobietą. Ten film przypomina mi nieco klimatem "Zakochać się" z Meryl Streep i Robertem de Niro. Elsa jest poczytną pisarką, która rozstała się z mężem i ma prawie dorosłe dzieci, ma też młodego kochanka, z którym od czasu do czasu się spotyka, z kolei Pierre jest wziętym adwokatem, ma ustabilizowane życie, jest szczęśliwym mężem i ojcem. Obojgu jednak czegoś w życiu brakuje. W czasie przyjęcia ta para 40-latków zostaje sobie przedstawiona, Elsa dotąd unikała żonatych mężczyzn, jednak to spotkanie robi wrażenie na obojgu. Dochodzi do kolejnego spotkania na neutralnym gruncie. Elsa i Pierre razem dobrze się bawią, świetnie im się rozmawia, jednak nie wymieniają się telefonami, by nie prowokować losu. W wyobraźni (migawkowym sekwencjom towarzyszy piosenka Robbiego Williamsa) Pierre widzi dalszy możliwy rozwój wypadków, prowadzący nieuchronnie do rozwodu, cofa się więc w pół drogi. Jednak los nieustannie go prowokuje, bo Elsa wciąż przypadkowo staje na jego drodze. Czy będzie umiał się oprzeć pożądaniu?
Prawdę mówiąc, Francois Cluzet nie bardzo nadaje się na amanta i trochę mi przeszkadzał w tej roli. Interesujący jest motyw pojawiający się w przebłyskach - wyboru swojego postępowania, którego konsekwencje są nieuchronne. Film mi się podobał, może też dlatego, że to coś dla ludzi dojrzałych. ;)

Na koniec nie komedia, ale coś poważniejszego - film kostiumowy "Summer in February" ("Lato w lutym"), którego akcja toczy się na początku XX wieku, tuż przed wybuchem I wojny światowej, w środowisku angielskiej bohemy artystycznej. To historia trójkąta miłosnego w niezłej obsadzie aktorskiej: Dan Stevens, Dominic Cooper i Emily Browning. Film opowiada o grupie Lamorna, do której należeli malarze: Alfred Munnings, Laura Knight oraz Harold Knight. Początkująca ,malarka Florence Carter-Wood przybywa do małego miasteczka na wybrzeżu Kornwalii, by zdobyć artystyczne doświadczenie i uciec od wyboru kandydata na męża, który narzuca jej ojciec. Jedzie do brata, który również maluje. Dziewczyna poznaje tam utalentowanego ale szalonego i nieco aroganckiego Alfreda Mannigsa (A.J.) i jego przyjaciela - młodego poważnego kapitana Gilberta Evansa. Gilbert zakochuje się we Florence, jednak ją fascynuje A.J., tym bardziej, że jest on duszą towarzystwa i jest uznawany za najlepszego z całej grupy artystów. Przekonuje ją o tym nie tylko jego talent malarski, ale także scena, we której brawurowo recytuje wiersz Edgara Allana Poe’s “The Raven" (Kruk) i jest oklaskiwany przez przyjaciół. A.J. zostaje członkiem Towarzystwa Królewskiego, więc Florence uważa, że od niego może się wiele nauczyć. Kiedy do miasteczka na inspekcję przyjeżdża ojciec dziewczyny, ona przedstawia mu tylko statecznego Gilberta, gdyż wie, że kapitan wywrze dobre wrażenie, dzięki czemu ojciec pozwoli jej zostać w Kornwalii. Laura pozuje Manningsowi do konnego obrazu, to powoduje, że częściej przebywają w swoim towarzystwie. Jednocześnie lubi rozmawiać z kapitanem Stevensem. W końcu dziewczyna dokonuje wyboru, ale czy będzie szczęśliwa? Jak zakończy się ta historia?
Z przyjemnością oglądałam w tym filmie Dana Stevensa, gra tu postać trochę podobną do tej z "Downton Abbey" co do Dominica Coopera nie jest to aktor moich marzeń... Film można obejrzeć, ale specjalnie nie zachwyca. Czegoś mu brakuje, miałam wrażenie, że jest jakiś spłycony. Może z tego powodu nie jest też zrozumiałe postępowanie Florence, która nie potrafi wycofać się z podjętej decyzji, która - jak sama czuje - przyniesie ze sobą ból.

Komentarze

Beata Woźniak pisze…
Obejrzałam tez "zaczarowaną wystawę" :) Nad "Dwunastoma choinkami" się zastanawiałam, może się jeszcze uda :)Widziałam też "Rewolucje rodzinne" - zabawny film i inaczej nieco zrobiony.
Gosia pisze…
"Zaczarowana wyatawa" jest - moim zdaniem - lepsza.
O "Rewolucjach rodzinnych nie słyszałam".

Pozdrawiam
Anonimowy pisze…
Bardzo interesujące. Pozdrawiam serdecznie.

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...