niedziela, 4 października 2009

Maud z Wyspy Księcia Edwarda

Seria przygód Ani z Zielonego Wzgórza była książką moich czasów nastolatkowych.
Muszę przyznać, że z zainteresowaniem zaczęłam czytać biografię Lucy Maud Montgomery (a właściwie L.M. Montgomery, bo nie używała drugiego imienia), która jednak mnie nieco rozczarowała. Zwłaszcza jej początek był nużący, zmiana nastąpiła dopiero po 11 rozdziałach, kiedy autorka zaczęła pisać o "Ani z Zielonego Wzgórza". Choć biografia od tego momentu zaczęła być ciekawa, nie można tego powiedzieć o życiu samej Maud. Nie sądziłam, że pisarka, która stworzyła tak barwną postać rudowłosej dziewczynki, w rzeczywistości jej nie cierpiała, że była zmuszana do napisania kolejnych tomów przygód Ani, zrobiła to dla pieniędzy, a w końcu toczyła zażarte boje w sądzie ze swym wydawcą, który faktycznie potraktował ją nieuczciwie. Ze zdziwieniem przeczytałam, że na samą myśl o napisaniu "Ani na Uniwersytecie" (ten tom jest jednym z moich ulubionych!) Maud robiło się niedobrze. Pisała:
"Czuję się jak magik z egzotycznej baśni, który zostaje niewolnikiem wyczarowanego przez siebie dżinna. Jeśli do końca życia będę zaprzęgnięta do karety powożonej przez Anią, gorzko pożałuję tego, że kiedyś stworzyłam tę postać.".
Tak się też stało. Po sukcesie "Ani z Zielonego Wzgórza" (1908), napisała "Anię z Avonlea" (1909), "Anię na Uniwersytecie" (1915 rok), "Wymarzony dom Ani" (1917), "Dolinę Tęczy" (1919) i "Rillę ze Złotego Brzegu" (1920), która miała był ostatnią z serii (jej bohaterką jest córka Ani).
Maud pisała wtedy:
"Raz na zawsze kończę serię o Ani, przysięgam na bogów z Olimpu. Z chwilą, gdy Ania przestała być natchnieniem, zaczęła prześladować mnie jak zmora".
Jednak to nie był koniec. została zmuszona do napisana "Ani z Szumiących Topoli" (a więc cofnąć się do czasów panieńskich Ani), a potem w ciągu czterech miesięcy "katorżniczej" pracy "Ani ze Złotego Brzegu" (1938).
Sukces całej tej serii przeszedł największe oczekiwania autorki.
Jej życie mało przypominało świat stworzony przez nią samą. Przeżyła bowiem wiele lat przy mężu, pastorze, który cierpiał na depresję, a ona sama była zmuszona okolicznościami do zatajania tego faktu i trwania dzielnie przy jego boku.
Nic więc dziwnego, że tak mówiła o miłości:
"Pyta Pan czy wierzę w pokrewieństwo dusz. Jeśli ma Pan na myśli związek z kimś, kogo charakter zgadza się całkowicie z moim - mam wrażenie, że nie. Wierzyłam w to jako nastolatka, ale szybko mi przeszło. wydaje mi się, że powinniśmy traktować sprawę pokrewieństwa dusz i charakterów tak samo jak problem ludzkiego szczęścia. Szczęście nie jest przecież trwaniem niezmąconego spokoju, jak mi się kiedyś wydawało, ale wyboistą drogą i należy dziękować losowi, jeśli pozwoli nam ominąć problemy nie do rozwiązania. Jedynie w idealnym świecie możliwe jest znalezienie idealnego partnera, ale żyjemy tu, na ziemi, gdzie rzeczywistość zdmuchuje złoty pył z wielu wspaniałych teorii, których nigdy nie zdołamy zrealizować".
To podejście racjonalne (wyszła za mąż z rozsądku), nie przyniosło jej jednak szczęścia.
Biografia nieco mnie rozczarowała, w pierwszej jej części autorka skupia się na korespondencji z dwoma panami, którzy byli przyjaciółmi korespondencyjnymi Maud przez wiele lat jej życia. Rozumiem, że te listy to ogromne źródło wiedzy o samej pisarce, ale jednak może było tego za dużo? Jednak same cytaty z jej listów, dają pojęcie o osobowości Maud, jej przedziwnej naturze.
A może po prostu sama pisarka mnie rozczarowała?
Tak czy inaczej nie zmieni to mojego zdania o samej serii opowieści o przygodach rudowłosej dziewczynki, gdyż ta postać jest tak żywa, że pozostaje na zawsze w umyśle i wyobraźni czytelnika.


1. Ilustracja przedstawia Maud w wieku 10 lat.

3 komentarze:

montgomerry pisze...

Czytałam:) u mnie stoi obok wszystkich ksiązek montgomery jakie posiadam:) pozdrawiam

Gosia pisze...

Prócz całej serii "Ani z Zielonego Wzgórza" czytałam jeszcze "Emilkę ze Srebrnego Nowiu", ale nie wciągnęła mnie tak jak jej największa powieść. Mam także "Dziewczę z sadu", a ostatnio z dubletów dzielnicowej biblioteki wyciągnęłam "Janę ze Wzgórza Latarni", ale jeszcze ich nie czytałam. Oglądałam także telewizyjną adaptację "Błękitnego zamku" z Marią Ciunelis, ale samej książki chyba nie czytałam. Pewnie to nadrobię, bo słyszałam pochlebne recenzje na jego temat.

Zosik pisze...

Mi się bardzo podobało. Nie jestem wyznawczynią Lucy Maud, ale z chęcią przeczytałam co nieco na jej temat, a biografia pani Gilley doskonale moją ciekawość zaspokoiła, choć wiem, że dla wielu wielbicieli to było mało ;)