niedziela, 25 października 2009

Dzienniki 1927-1969 Anny Kowalskiej

Dzienniki Anny Kowalskiej to zapiski autorki po latach pamiętanej głównie ze względu na jej wieloletnią i burzliwą przyjaźń z Marią Dąbrowską. Pisarki poznały się podczas wojny, a po śmierci męża Anny, profesora filologii klasycznej Jerzego Kowalskiego, i towarzysza życia Marii, Stanisława Stempowskiego, zamieszkały razem w Warszawie. Przeżyły wspólnie ponad dwadzieścia lat.
Do lektury Dzienników Kowalskiej przygotowały nas już niejako diariuszowe notatki Marii Dąbrowskiej. Otrzymaliśmy więc teraz podwójne zwierciadło, w którym przeglądają się obie pisarki, a spoza nich wyłania się jedna z najburzliwszych i najbardziej bolesnych epok naszej współczesnej historii.


Anna Kowalska napisała w swoim dzienniku już po śmierci Marii Dąbrowskiej.
"Nie mogę dziś wyobrazić sobie, jak by wyglądało moje życie, jeślibym w 1943 roku nie była przyjechała do Warszawy. I ja, i inni bylibyśmy uniknęli wielu cierpień, to pewne, ale nie byłabym przeżyła całego tego szaleństwa".
Zamieszkały razem i połączyła je przyjaźń i jakaś fascynacja miłosna, na pewno większa w przypadku Kowalskiej, która podziwiała pisarstwo Dąbrowskiej (ostatecznie w swoim testamencie pisarka uczyniła ją opiekunką swojej spuścizny literackiej).

Wspólne życie nie było łatwe, gdyż, jak wynika z tych pamiętników, ta druga więcej brała, a mniej dawała w sensie uczuciowym. Można by było powiedzieć, że Kowalska prowadziła dom po to, by Dąbrowska mogła pisać - tego pragnęła pisarka, by Kowalska porzuciła własne pisanie, którego ona nie ceniła. (Dąbrowska czasem dawała do przeczytania przyjaciółce swoje diariusze, które Kowalskiej bardzo się podobały, ale jednocześnie bolały ją wzmianki o niej samej, bo nie odnajdowała w nich siebie, taką jaka była. Jednak znajomi zapewniali, że pisarka bardzo była do niej przywiązana).

Miała świadomość swojej roli wobec Dąbrowskiej. Tak pisała w 1955 roku, a więc po dwudziestu latach tej znajomości:
„dawniej we dworach, gdy latem przysyłano róże cięte, wbijano łodygę w ogórek, aby róża się dobrze trzymała. Ja jestem tym ogórkiem”.
Bardzo ciekawe są pierwsze lata "Dzienników", z czasów II wojny światowej i zaraz po niej, gdy Kowalska wydaje się rozdarta pomiędzy własnym mężem, którego pracę i wiele zalet szanowała (a jeszcze bardziej po jego śmierci), a Dąbrowską, która ją pociągała. W późniejszych latach znowu była rozdarta pomiędzy ukochaną i jedyną córką, Tulą, a pisarką, która dziewczynki nie lubiła (być może u Dąbrowskiej przejawiała się tak zazdrość spowodowana niezaspokojonym własnym macierzyństwem?).

W każdym razie w "Dziennikach" Anny Kowalskiej przebijają silne akcenty pesymistyczne. Chwile szczęścia bywają krótkie, a nawet i one są zatruwane złymi myślami, gdy odkrywa, że Dąbrowska nie ceni jej pracy literackiej, a czasem nawet i jej samej, a jednocześnie wykorzystuje we własnych dziennikach myśli i opinie Kowalskiej. Pisze m.in. tak:
"Maryjka dała mi do przeczytania przepisane na maszynie Dzienniki z 1952 roku. Ciekawa dla mnie lektura - przeżycie. [..] Wiele jest ze mnie - bez podania źródła."
"Nawet najżarliwsza, najżywsza miłość nie może jej wystarczyć. Nie tego bowiem potrzebuje, ale adoracji, pochwał, utwierdzeń, komplimentów itd. Niestety tego nie potrafię dać nikomu na świecie. Nie potrafię zrezygnować z własnej osobowości, z własnego centrum istnienia. [..] Przy tym wiem, że nie będę miała lepszego przyjaciela ani nikogo nie potrafię już w życiu tak namiętnie kochać".
Anna Kowalska miała poglądy lewicowe jeszcze przed wojną, podobały jej się niektóre idee socjalistyczne, ale w dziennikach krytykuje sposób, w jaki są wprowadzane po wojnie, bezwzględność i ciemnotę osób, które są u władzy,
"Walka z inteligencją jest jedyną obroną nieuków, zadufanych w sobie, bezkarnych sadystów [..] Fanatyzm, ślepota, zła wola. Jest tylko partia i jej sprawa. Nie ma narodu, państwa".
Nie oszczędzała także własnego środowiska. Chociaż działała w związkach pisarzy, pisała i publikowała (w końcu musiała z czegoś żyć - dla pisarza nie drukowanie oznacza przecież nie-bycie, a poza tym twierdziła, że nie można być zawsze anty-), w pamiętnikach nie waha się piętnować kolegów, którzy zmieniali zdania jak rękawiczki.
"Nikt nie chce powiedzieć: Pomyliłem się, byłem zniewolony, sparaliżowany strachem [...]
Nie mogę już uczestniczyć w tym zebraniach. Bezsilność. I ten kontredans małości i chęci odegrania roli [..] nadrabianie braku talentu wątpliwą ważności roli, którą chcą odegrać."
.

"Dzienniki" Anny Kowalskiej są świadectwem trudnych powojennych czasów, w których działało środowisko pisarzy. Notuje śmiesznostki, pisze o podłościach i głupocie, zaprzedawaniu się władzy w zamian za korzyści materialne, wyjazdy zagraniczne i możliwość drukowania w dużych nakładach. Trzeba tu dodać, że była jedną z sygnatariuszek listu 34 przeciwko cenzurze z 1964 roku, skierowanego na ręce premiera Cyrankiewicza (1). Z perspektywy tych dzienników inaczej można spojrzeć na środowisko pisarzy, którzy działali w Polsce po 1945 roku, w końcu jest to spojrzenie od wewnątrz, z perspektywy osoby, która w tym kręgu przebywała i wszystkich tych ludzi doskonale znała. Ale jest to spojrzenie subiektywne, jednostronne, nie zawsze pewnie sprawiedliwe. Sama zdaje sobie z tego sprawę, bo wie, że różnie można odbierać ją samą czy Marię Dąbrowską. Ma tego świadomość, gdy pisze:
"Ludzie budują postać według własnego życzenia. [..] O tyle gorzej wyglądamy w oczach naszych bliźnich, obrócilibyśmy się w proch, gdybyśmy mogli zobaczyć siebie w ich lustrach".
Nie szczędzi słów krytyki sobie samej :
Jest bardzo trudno zobaczyć siebie i - swoje obowiązki z perspektywy przyszłości, nie tylko w ocenie obcych [..] ale we własnej gorzkiej samowiedzy.
Boleje nad tym, że dorobek naukowy jej męża nie został wykorzystany, że został zmarnowany, mimo jej starań. Że sama nie ma wielkiego pisarskiego talentu.
"Mam wiotki talent, wymagający pielęgnacji, ciszy i pracy".
"Dzienników" Anny Kowalskiej nie czyta się lekko, choć ja je pochłonęłam w kilka dni, mimo że objętość tej książki spora. Wiele spraw pomijała, o wielu spotkaniach nie pisała, stosując zasadę "primum non nocere", obawiała się bowiem, że zapiski trafią w niepowołane ręce. Wiele zdań brzmi więc enigmatycznie. Często stosowała skróty myślowe. Styl jest szarpany i nierówny.

W jej życiu z pewnością najważniejszy był jej niełatwy związek z Marią Dąbrowską, któremu się poświęciła. Trwała przy pisarce do końca. W 1957 roku pisała:
"I tak myślę sobie, czy najlepiej rozwiązałam to trudne zagadnienie przyjaźni i współżycia ze sławną osobą i nie łatwiejsze obowiązki przyjaźni i obowiązek wobec dziecka".
A po śmierci swej towarzyszki:
"Kochałam ją tyloma miłościami że i śmierć przynosi tylko jeszcze jedną formę. Miłość czy omamienie? Omamienie, które trwa ćwierć wieku? Omamienie, które jest silniejsze od śmierci?"

Anna Kowalska zmarła cztery lata po swojej przyjaciółce, w ostatnich latach ciężko chorowała. W dodatku pierwszy testament pisarki o niej nawet nie wspomniał, więc musiała znosić wiele upokorzeń, zastanawiać się nad oceną całego tego długoletniego związku, a także obserwować walkę o rękopisy pisarki. Dopiero znaleziony potem ostatni testament uczynił ją opiekunką spuścizny literackiej Dąbrowskiej.

Warto wspomnieć, że "Dzienniki powojenne" Marii Dąbrowskiej ukazały się w 1997 roku, rozszerzone o fragmenty poprzednio ocenzurowane, pominięte we wcześniejszej edycji z 1989 roku. Pełny tekst dzienników, prowadzonych do jej śmierci w 1965 roku, zgodnie z ostatnią wolą pisarki, jest dostępny dla edytorów od 2005 roku, gdyż w tym roku minęło czterdzieści lat od jej śmierci. Otwarto wówczas pełny do nich dostęp. Liczą one pięć i pół tysiąca stron, z czego dotychczas wydano bez mała połowę.

Od 2009 roku jest dostępne wydanie pełnego tekstu dzienników Marii Dąbrowskiej z lat 1914-1956 w 13 tomach - wersja surowa, bez edytorskiego opracowania i bez przypisów.
Publikację tę wydała w nakładzie 300 egzemplarzy Polska Akademia Nauk, Komitet Nauk o Literaturze. Ukazała się pod redakcją Tadeusza Drewniewskiego.


Przypisy:
1. 14 marca 1964 Antoni Słonimski złożył w kancelarii premiera w Urzędzie Rady Ministrów dwuzdaniowy list protestacyjny przeciw cenzurze, który później określano, z powodu liczby sygnatariuszy, jako List 34:
"Ograniczenia przydziału papieru na druk książek i czasopism oraz zaostrzenie cenzury prasowej stwarza sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej. Niżej podpisani, uznając istnienie opinii publicznej, prawa do krytyki, swobodnej dyskusji i rzetelnej informacji za konieczny element postępu, powodowani troską obywatelską, domagają się zmiany polskiej polityki kulturalnej w duchu praw zagwarantowanych przez konstytucję państwa polskiego i zgodnych z dobrem narodu".


Anna Kowalska (1903-1969) jest autorką m.in. opowieści biograficznej "Na rogatce" (ten utwór ceniła najbardziej Dąbrowska), mikropowieści "Szczelina", dzieł: "Wójt wolborski" i "Astrea" (oba dotyczą Frycza-Modrzewskiego), "Opowiadań greckich", "Safony" (o poetce greckiej), "Kandelabru efeskiego" i "Uliczki klasztornej (ta ostatnia mówi o Wrocławiu).

2 komentarze:

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Witaj:)
Dodałam Cię do linków na swoim blogu,
pozdrawiam
M.

Gosia pisze...

Dziękuję i pozdrawiam :)