Livy Dunne (Keri Russell) po śmierci swojej matki zachodzi w niechcianą ciążę z instruktorem lotnictwa. Ten, jak to zwykle bywa, opuszcza ją. Ojciec Livy, który jest pastorem, postanawia wysłać córkę daleko od rodzinnego miasta. Aranżuje małżeństwo z samotnym rolnikiem - Ray'em Singletonem (Skeet Ulrich). Rozczarowana filmem "Przypadkowy mąż" sięgnęłam po "Magię zwyczajnych dni" i od pierwszego kadru wiedziałam, że ten film na pewno mi się spodoba. Sposób realizacji, zdjęcia, muzyka, główni bohaterowie, sceneria, tematyka - wszystko to sprawiło, że całość oglądało mi się bardzo dobrze i przez większą część tego obrazu nie wiedziałam, jak się to wszystko skończy. Bo możliwości było wiele. Myślę, że urok w dużej mierze polegał na tej niewiadomej, choć pewnych rozwiązań można się było spodziewać. Lubię niespieszne kino. Ten film w pewnym sensie przypominał mi inny, który również mi się bardzo podobał - "Miłość przychodzi powoli"z Dalem Midkiffem i Kath...
Blog o książkach i filmach