Przejdź do głównej zawartości

Upiór w Operze (Teatr Muzyczny Roma)

"Upiór w Operze" to powieść Gastona Leroux, która była publikowana w odcinkach w latach 1909-1910. Utwór był wielokrotnie inscenizowany. Powieść Leroux stała się inspiracją dla wielu twórców i na jej podstawie powstało wiele ekranizacji, z których najstarsza pochodzi z 1925 r. Jedną z najsłynniejszych adaptacji scenicznych jest musical "Phantom of the Opera" Andrew Lloyda Webbera, napisany na początku lat 80. specjalnie dla Sarah Brightman, jego ówczesnej żony.

Jest to historia zdeformowanego fizycznie genialnego kompozytora, żyjącego w piwnicach paryskiej Opery, którego łączy tajemniczy związek z młodą solistką opery, Christine. To jakby kolejna wersja klasycznej bajki o pięknej i bestii, gdyż ze względu na swój odrażający wygląd, twarz Upiora zakryta jest maską. Kiedy umiera ojciec małej Christine Daae, Upiór zaczyna uczyć ją śpiewu. Zakochuje się w utalentowanej dziewczynie, która jednak wybiera hrabiego Raoula de Chagny - ukochanego z dzieciństwa.
W 2004 roku powstał film z muzyką Webbera. Rolę Upiora zagrał Gerard Butler.
W Polsce musical ten doczekał się realizacji dopiero teraz, ale trzeba przyznać, że warto było czekać. Jest to, jak podkreślają realizatorzy, autorska wersja spektaklu, na co zgodził się sam kompozytor, który także sam akceptował wykonawców głównych ról.
Bardzo, bardzo mi się przedstawienie Teatru Muzycznego Roma w Warszawie podobało. W spektaklu śpiewał Damian Aleksander i Paulina Janczak czyli pierwszy garnitur wykonawców.
Jeśli chodzi o Damiana to oczywiście się nie zawiodłam, był świetny! Nie rozumiem, jak mógł on kiedyś odpaść w Idolu... Pamiętam, że mu wtedy kibicowałam i żałowałam, że dalej nie będzie śpiewał. A tu, w tym spektaklu, mógł wreszcie pokazać swoje możliwości! Brawo!
Jeśli ktoś ma w uszach wciąż ścieżkę dźwiękową z filmu, musi pamiętać, że Gerard Butler nie śpiewał tam na żywo, a efekt końcowy był wynikiem pracy w studio. Damian występuje na scenie i śpiewa przed publicznością. Tu nie może być porownania! Naprawdę wypadł fantastycznie.
Co do Christine jest ona trochę nierówna. Chwilami śpiewa rewelacyjnie, właściwie w większości solówek, niestety zdarzają się jej słabsze momenty. Z pewnością ma jednak piękny głos. Być może zjadła ją trochę trema przed człowiekiem od Andrew Lloyd Webbera, który był akurat tego dnia na widowni.
Bardzo podobał mi się Marcin Mroziński w roli Raoula oraz naprawdę dobra aktorsko w roli divy - Carlotty - Barbara Melzer.
Teraz o efektach specjalnych. Nigdy dotąd nie widziałam takich efektów w teatrze. Światło potrafiło stworzyć na tkaninie pokrywającej scenę zupełnie różne światy. Szybko zmieniające się tło oraz dekoracje - zastanawiałam się, gdzie na w sumie małej powierzchni tego teatru mogą się zmieścić tak duże schody (jak w scenie maskarady) oraz inne elementy budujące coraz to nowe wnętrza. No i to znikanie aktorów i pojawianie się w zupełnie innym miejscu, czasem w tle, na drugim planie. A także żyrandol, który sprawił wrażenie, jakby faktycznie się rozbił. Kilka scen było przepięknych.
Przyłapałam się na tym, ze gapię się na scenę z otwartą buzią z zachwytu....
Pierwsza część przedstawienia obfitowała w efekty specjalne (w tym np. ten z lustrem oraz scena schodzenia do podziemi, z piosenką "Upiór w Operze") oraz piękne partie wokalne ("Angel of Music-Anioł muzyki", "Music of the Night - Noc muzykę gra", "The Mirror - Lustro", "All I Ask of You-O tyle proszę cię"), a także zakończyła się widowiskowym upadkiem żyrandola, stąd miałam odczucia, jakby pierwsza część była lepsza od drugiej. W drugiej części była jednak wspomniana już ładna scena zbiorowa maskarady, no i ta na cmentarzu (niesamowite jak widać było ruch gałęzi drzewa). No i wreszcie cała scena finałowa rozgrywająca się w grocie Upiora.
Tak naprawde nigdy dotąd w Romie nie byłam i jestem pod wielkim wrażeniem sprawności organizacyjnej (te zmiany oświetlenia i dekoracji), no i samych wykonawców. Tlumaczenie na język polski było bardzo dobre, w ogóle język polski tu nie drażnił ucha, przyzwyczajonego do wersji angielskiej.
Muzyka - piękna jest muzyka Andrew Lloyda Webbera, piękne partie solowe oraz duety.
Jestem pod dużym wrażeniem. Spektakl jest wart swojej ceny. Chętnie zobaczyłabym go raz jeszcze. Brawo dla Teatru Roma za tak udane przedstawienie! Szczerze polecam!
Na końcu spektaklu były owacje na stojąco. Sama biłam tak brawa.
Chcę ścieżkę dźwiękową z tego widowiska!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...