Przejdź do głównej zawartości

W stronę Pysznej

Czy pamiętasz? Małe schronisko w Dolinie Zuberskiej tak bardzo przypominało dawną Pyszną... Ile minęło lat? Trzydzieści, czterdzieści... Serce, przewodnik po przeszłości i nieomylny kompas wspomnień, prowadzi w stronę Pysznej, na stare ślady nart, na trasy zimowych "wyryp" po Tatrach Zachodnich.
Ani to kronika, ani dokument, ani też księga poświęcona pamięci Józefa Oppenheima, świetnego narciarza i taternika, wieloletniego kierownika Pogotowia Ratunkowego.[..] Jest to próba wykorzystania cudownej mocy wspomnień: wskrzeszenia zmarłych i zgromadzenia rozproszonych, odtworzenia dawnych emocji i nastrojów. Pierwsi narciarze i ratownicy, którym przewodził Zaruski, głośne wyprawy Pogotowia i huczne "wyrypy", turyści, wspinacze i górale-przewodnicy - oto ładunek wspomnień wybranych z trzydziestu zakopiańskich lat.


Książkę Stanisława Zielińskiego "W stronę Pysznej" kupiłam kilka ładnych lat temu, w okresie silnej fascynacji Tatrami. Ale teraz do niej wróciłam, bo właśnie ukazało się nowe wydanie w pięknej szacie edytorskiej wydawnictwa Zysk i Ska, z cyklu: "Naokoło świata" (z tej samej serii kupiłam niedawno "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" Ossendowskiego). Ja mam stare wydanie, jeszcze z 1987 r. i ten właśnie egzemplarz ponownie teraz przeczytałam.
Książka to ciekawa, o czasach przedwojennych, pisana z dużym sentymentem do przeszłości, początków taternictwa i pionierów turystyki - ludzi gór. Pierwsza część mówi głównie o pierwszych tatrzańskich narciarzach i spontanicznych "wyrypach" (tj. zimowych wyprawach w Tatry na deskach - często były to wielogodzinne, długie przejścia na nartach szeregu szczytów i przełęczy), autor cytuje liczne anegdotki i zabawne wydarzenia, w których uczestniczyła grupka zapaleńców (łącznie ze spotkaniami z "misiami"), opowiada o pierwszych schroniskach, a także o tych już nie istniejących (jak słynna chata w Dolinie Pysznej). Opowiada także o tym, jak pogoda w górach bywała zmienna, mówi o śniegu, którego odmian jest niemało i płynących z tego zagrożeniach. Potem skupia się na powstaniu Pogotowia Górskiego, wspomina ludzi, którzy go ochotniczo tworzyli. Mówi o działalności pogotowia, pierwszych wyprawach ratowniczych i poszukiwawczych, które często błądziły po omacku wobec skąpych informacji osób zgłaszających zawiadomienie o wypadku i jego miejscu zdarzenia. Mówi wreszcie o ofiarach, zarówno wśród taterników (nie mogło zabraknąć wśród nich tak znanych postaci, jak kompozytor Mieczysław Karłowicz - Kościelec, Stanisław Bronikowski, malarz Mieczysław Szczuka czy siostry Skotnicówny - Zamarła Turnia), wśród przewodników (np. Klimek Bachleda) a przede wszystkich wśród niefrasobliwych turystów (zwłaszcza w okolicach Giewontu). Cytuje także przypadki, o których wzmianki można było przeczytać w znanych świetnie każdemu turyście przewodnikach Józefa Nyki, a także te dość tajemnicze, niewiadomo czym spowodowane, nierozwiązane do końca do dziś.
A wszystko to o czasach, kiedy turystyka w Tatrach dopiero się zaczynała, sprzęt zarówno narciarski, jak i turystyczny był dość prosty, ale zapał w ludziach był za to ogromny.
Jednak to książka powstała z myślą o Józefie Oppenheimie, "wesołym kompanie, rzetelnym towarzyszu wypraw, dobrym człowieku [..] który przyjechał z wycieczką studencką i został w Zakopanem na stałe" i który przez 25 lat kierował Pogotowiem Tatrzańskim, a także o czasach, które odeszły na zawsze...
Autor ze smutkiem konstatuje, że o tak ważnym dla Tatr człowieku po wojnie się zapomniało, a z pewnością zasłużył na to, by pochować go na starym cmentarzu w Zakopanem (warto wspomnieć, że Oppenheim zginął zamordowany w 1946 r., a sprawcy są nieznani).
"Był romantykiem w głębi duszy i optymistą i wierzył, że ludzie nie są źli, wierzył, że słabszego nie należy bić. W dużo obłędnych rzeczy wierzył…” pisał o nim Rafał Malczewski.
Niech za podsumowanie tej notki służą ostatnie słowa książki Zielińskiego: "Czy pamiętasz? Trzeba pogodzić się z faktem, że coraz mniej ludzi może odpowiedzieć: tak, pamiętam. Ale to jeszcze nie powód, żeby z uporem zapominać wszystko i wszystkich".
Dodam jeszcze, że znalazłam informację, że grób Oppenheima jest remontowany, a w Zakopanem w ostatnich latach odbywają się zawody w ski-alpinizmie jego imienia. Może więc nie jest aż tak źle...
Książkę miłośnikom Tatr bardzo polecam. Mam zamiar kupić sobie nowe wydanie, ze względu na jakość wydania i oprawę graficzną.
Warto wspomnieć, że pierwsze wydanie tej publikacji miało wymienioną jako współautorkę wspominaną często w książce Rudą czyli Wandę Gentil-Tippenhauer - wieloletnią towarzyszkę Oppenheima.

1. Na górze okładka nowego wydania książki. Zysk i Ska, 2008
2. Niżej okładka wydania IV. Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1987
3. Zdjęcie Józefa Oppenheima ze strony TOPR.

Komentarze

Jo pisze…
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Polskie kryminały z górami w tle

     W ciągu ostatnich trzech lat przeczytałam bardzo dużo książek, w większości były to kryminały. Nie opisywałam ich na blogu, ale w zeszycie, w którym ostatnio prowadzę zapiski. Muszę przyznać, że jakość polskich kryminałów jest bardzo różna. Kiedy patrzę na listę autorów, których książki przeczytałam, to wśród ulubionych pisarzy znaleźli się: Małgorzata Rogala (19 książek), Robert Małecki (15 książek), Mieczysław Gorzka (14 książek), Jędrzej Pasierski (11 książek), Tomasz Duszyński (10 książek), Marek Stelar (10 książek), Krzysztof Bochus (9 książek), Krzysztof Koziołek (9 książek), Przemysław Borkowski (8 książek), Katarzyna Wolwowicz (8 książek) i Ida Żmiejewska (8 książek). Na pewno sięgnę po prawie każdy, którego akcja toczy się w górach.  Stąd moja subiektywna lista górskich kryminałów, większość jest wartych polecenia. Kolejność w sumie jest przypadkowa.  1. Sławek Gortych - cała Karkonoska Seria Kryminalna.  Uwielbiam Karkonosze, a dodatkowo atm...

Trzy filmy sensacyjne z Richardem Armitagem

Z ciekawości obejrzałam trzy filmy z Richardem Armitagem - pamiętnym Johnem Thorntonem z miniserialu "Północ i Południe". 1. "Obsesja" - thriller erotyczny. To adaptacja powieści J osephine Hart "Skaza".  Londyński chirurg - mężczyzna dojrzały i żonaty poznaje na przyjęciu  Annę Barton - młodą, intrygującą kobietę . Okazuje się wkrótce, że jest ona narzeczoną jego syna. Jednak  Flaming nie kończy tej relacji, wręcz przeciwnie, wchodzi w nią coraz głębiej.  Kobieta staje się coraz bardziej jego obsesją erotyczną.  Sceny w filmie są dość odważne. Fanki "Północ i Południe", które dawniej pisały fanfiki o nocy poślubnej państwa Thorntonów już nie muszą się zastanawiać się jak mogłoby wyglądać życie erotyczne tej pary. ;) Oczywiście to mały żarcik. W rzeczywistości historia jest dość przerażająca, bo bohater nie patrzy na konsekwencje, nie zważa na to, że krzywdzi żonę i kochającego Annę syna. To swoista samodestrukcja. 2. "Człowiek z Rzymu...