Przejdź do głównej zawartości

Ossendowski x 3

Nazwisko Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego pamiętam jeszcze z dzieciństwa z książeczki Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza "Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki" (1). W tomie "Fiki-Miki dalsze dzieje, kto to czyta, ten się śmieje" jest zamieszczony taki fragment:

„Uciekają aż się kurzy
Do rannego słońca blasku,
Nagle patrzą co to znaczy
Ludzka głowa leży w piasku,
Głowa rzekła - jak się macie?
Ja nie bardzo, ledwie żyję,
Gdyż piaszczysta straszna burza
Zasypała mnie po szyję!
Odkopali go czym prędzej
Do murzyńskiej wiodą wioski.
A tam krzyczą - niech nam żyje
Pan profesor Ossendowski.”


Ten wierszyk jest symboliczny, bo niezwykle popularny przed wojną pisarz (142 przekłady jego książek na języki obce! Podobno był bardziej popularny niż obecnie Ryszard Kapuściński), po wojnie został zakazany, a jego książki w latach 50. pod nadzorem UB usunięto z bibliotek. Wszystko to za jego poglądy polityczne i za książki, które napisał, a głównie za rewelacyjną biografię Lenina.
Jak widać, w przypadku książeczki o przygodach małpki Fiki-Miki i Murzynka Goga-Goga, cenzor przeoczył wzmiankę o Antonim F. Ossendowskim, stąd kilka pokoleń dzieci, urodzonych po wojnie, mogło przeczytać jego nazwisko, nie wiedząc kim tak naprawdę był ten tajemniczy profesor.

Przeczytałam ostatnio trzy książki Ossendowskiego (których recenzje poniżej zamieszczam), bo wreszcie zaczęto wznawiać jego twórczość.

"Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów", świadectwo autentycznych przygód i doznań autora, napisane jest z taką pasją, że trudno nie poddać się magii wyprawy "do głębi rozgorzałego namiętnościami politycznymi azjatyckiego kotła". Zapis przeżyć, jakie były jego udziałem, gdy w czasie wojny domowej uciekał przed bolszewikami przez Syberię, Mongolię i Chiny. Autor zyskał zaufanie mongolskich lamów i w niezwykłych okolicznościach zawarł znajomość ze słynnym "krwawym baronem" von Ungern-Sternbergiem, bałtyckim Niemcem w służbie carskiej, który zamierzał zrealizować idee stworzenia na terytorium syberyjskiej kolonii carskiej Rosji Imperium Panmongolskiego.Przedzierając się przez tajgę, góry i pustynię, Ossendowski dotarł w miejsca, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka i doświadczył życia ludzi od stuleci bytujących w pełnej symbiozie z naturą i jej wielkimi mocami (2).

W swojej książce Ossendowski w dość drastyczny sposób ukazuje rewolucję bolszewicką i to co zrobiła z ludźmi w Rosji i w Mongolii - wyrzynanie wrogów bolszewizmu, okrucieństwo i zdrady. Tę książkę czyta się jak powieść sensacyjną i przygodową, w środku jest sporo wewnętrznej polityki Mongolii w tym czasie, z wpływami bolszewicko-chińskimi (chwilami można się w tym pogubić). Autor wiele razy mógł zginąć, był bardzo bliski śmierci (choćby scena dramatycznego przejścia przez jezioro Kosogoł, czy spotkanie ze słynnym krwawym baronem von Ungernem), a jednak miał niesamowite szczęście i świetne wyczucie sytuacji i intuicję, dar zjednywania sobie właściwych ludzi, w tym lamów.
Książka bardzo ciekawa, pięknie zilustrowana zdjęciami (gł. z East-News). W tym czasie była pionierska, jeśli chodzi o ten rejon i przełożona została na wiele języków.

I wreszcie legendarny już "Lenin".
"Lenin" Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego - to książka-legenda. Została przetłumaczona na wiele języków. W latach trzydziestych zrobiła karierę na obu półkulach i odegrała znaczącą rolę w ukazaniu, kto i jak "robił" Rewolucję Październikową. Niezwykle sugestywny obraz tytułowego bohatera książki, zupełnie odmienny od kreowanego w Polsce przez ostatnie dziesięciolecia, pozostanie w pamięci każdego czytelnika (3). Biografia Włodzimierza Ilicza w powojennej Polsce skazała Ossendowskiego na literacki niebyt. Szczęście miał pisarz, że zmarł przed wkroczeniem do Polski Armii Czerwonej, skoro nawet po śmierci NKWD nie dało mu spokoju, na cmentarz w Milanówku, gdzie go pochowano, sprowadzono siłą dentystę, by zidentyfikował wydarte z grobu zwłoki, a potem... obcięto im głowę! Przynajmniej w ten sposób enkawudziści ukarali tego, który poważył się zszargać pamięć nieśmiertelnego Włodzimierza Uljanowa!
Skąd Ossendowski miał tak gruntowną wiedzę na temat rewolucji i jej wodza? Między innymi z autopsji! Pisarz współpracował z kontrwywiadem "białych", czego dowodzą znalezione w Instytucie im. J. Piłsudskiego jego zmikrofilmowane raporty. Był również zaangażowany w przekazanie oficerowi amerykańskiego wywiadu korespondencji przywódców bolszewików z niemieckim Sztabem Generalnym. „Grzechem głównym” pisarza stał się „Lenin”, biografia odzierająca tę postać z legendy, bezkompromisowo obnażająca okrucieństwo, cynizm, pogardę dla człowieka i zmierzanie po milionach trupów do celu (4). „Lenin” Ossendowskiego, wydany w Polsce w 1930 roku, doczekał się kolejnej edycji dopiero 60 lat później.


Byłam bardzo ciekawa tej książki i jednocześnie obawiałam się, że będzie się ją ciężko czytać. Nic bardziej błędnego. Mówi ona o Włodzimierzu Leninie - człowieku, o którym za wiele tak naprawdę nie wiedziałam, choć w czasach mojego dzieciństwa pamiętam doskonale jego portrety niesione w pochodach 1-majowych, oglądanych w telewizji. Każda biblioteka posiadała komplet jego dzieł w kilku czy kilkunastu egzemplarzach.
To książka niezwykła, bo niby biografia, ale czyta się ją jak powieść. Ciekawa narracja. Pokazane dzieciństwo bohatera, a potem jego dochodzenie do idei, której był wierny aż do końca, mimo że jej realizacja nie miała wiele wspólnego z jakąkolwiek moralnością. Interesujący był dobór ludzi, którzy wykonywali później polecenia Lenina i wprowadzali rewolucję w życie - właściwie byli to nie-Rosjanie. Jednak Lenin miał duże wyczucie rosyjskiej duszy, potrafił nią zawładnąć i wydobyć z niej to, o co mu chodziło.

Rewolucja zawsze jest okrutna i nie przebiera w środkach, wspomnieć można jej obraz u Zygmunta Krasińskiego, wreszcie wszystko, co wiemy o rewolucji francuskiej. Jednak to co się działo wówczas w Rosji przerastało wszystko co można sobie wyobrazić (przed okresem II wojny światowej) - podpalanie dworów, wyrzucanie ziemian, niszczenie zabytków, w tym rozbijanie carskich nagrobków i wrzucanie zawartości do Newy, profanowanie kościołów; grasowanie po kraju dziecięcych band, które kradły, prostytuowały się, głodowały i chorowały na różne choroby, w tym nosaciznę; zabicie rodziny cesarskiej bez sądu. No i to co najgorsze - działalność "Czeka" (czyli tzw. Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Sabotażem) czyli grupy osób, które były jednocześnie oskarżycielami, sędziami i katami. Lenin na czele tej grupy postawił Polaka - psychopatycznego Feliksa Dzierżyńskiego. "Czeka" przeprowadzała masowe egzekucje tzw. "wrogów rewolucji", sięgając przy tym do różnych środków, których wolałabym tu nie opisywać. (Bardzo wstrząsająco opisana jest śmierć szofera Lenina, a zwłaszcza Dory Frumkin).
A Lenin to wszystko akceptował w imię idei, bo uznawał, że cel uświęca środki.
Z książki tej jasno wynika, że późniejszy stalinizm był nie wynaturzeniem leninizmu (jak chcieliby niektórzy komuniści, nawet dziś) lecz jego kontynuacją.

Ossendowski pisząc tę książkę opierał się na wielu dostępnych źródłach, w tym prasowych, a także wielu dokumentach, prześledził wszystkie publikacje prasowe Lenina, jego wypowiedzi, a także relacje osób, które Lenina znały. W ciekawy sposób opisuje wodza rewolucji. W ciekawy sposób także przedstawia walkę między ówczesnymi socjalistami, socjal-demokratami, a komunistami Lenina, którzy stopniowo, najpierw łagodnie, a potem brutalnie zaczęli zwalczać tych pierwszych.
Ossendowski to pisarz, więc w epicki sposób relacjonuje wydarzenia zmierzające do rewolucji i samą rewolucję. Książkę, mimo tematyki, czyta się bardzo dobrze, a niech za reklamę wystarczy to, że pochłonęłam ją w dwa dni, a wcale nie jest cienka.

Trzecia książka Ossendowskiego, którą wreszcie udało mi się przeczytać to "Polesie", reprint publikacji wydanej w latach 30. w słynnej serii CUDA POLSKI. Książka jest pięknie zilustrowana klimatycznymi fotografiami. A dodać muszę, że do jej przeczytania zachęciła mnie niedawna wystawa plenerowa "Świat Kresów", poświęcona kresom II RP, przygotowana przez Dom Spotkań z Historią w Warszawie.
"Polesie" to napisana nieco archaicznym językiem opowieść o życiu Poleszuków, środowisku naturalnym, w którym żyją, tej niesamowitej krainie bagienno-leśnej, w której człowiek potrafił się mimo wszystkich trudności przystosować.
Pisarz opisuje tajemnicze moczary, błotniste "olosy" i trzęsawiska poleskie, porosłe grążelem, sitowiem i tatarakiem lub okryte rdzawą "niecieczą".
"Żywiołem Poleszuka są błota, woda i lasy. Żywioł ten wyczuwa on od zarania życia i przez całe życie całą swoją istotą.[..] Na Polesiu wszystko niemal jest osobliwe i swoiste - świadczące o przechowanych przez ludność tradycjach zamierzchłych czasów, gdy czczono panującego nad całym światem Dadźboga Swarożyca - prasłowiańskiego boga słońca, ognia, widzialnych i niewidzialnych sił przyrody".
Opowieść pełna jest regionalnych określeń, odnoszących się do składników natury, sprzętów, pomieszczeń. Ossendowski opisuje rodzimych mieszkańców Polesia jako ludzi małomównych, twardych, nieufnych. Wydzierających naturze to, czego ona tak łatwo nie oddaje.
Tak opisuje Ossendowski tę krainę, że żadna recenzja nie odda jej piękna i specyfiki. Zacytuję więc starą pieśń kresową:

Pośród łąk lasów i wód toni
W ciągłej pustej życia pogoni
Żyje posępny lud
Brzeczą much roje nad bagnami
Skrzypi jadący wóz czasami
Poprzez grząską rzekę wbród

Czasem ozwie się gdzieś łosia ryk
Albo gdzieś w głębi dziki głuszca krzyk
Potem znów cisza niczym niezmącona
Dusza lśni pustką rozmarzona
Piękny o Polesiu sen

Polesia czar, to dzikie knieje, moczary
Polesia czar, to dziwny wichru jęk
Gdy w mroczną noc z bagien wstają opary
Serce me drży, dziwny ogarnia lęk
Słyszę jak w głębi wód jakaś skarga się miota
Serca prostota wierzy w Polesia czar.


Źródła:
1. Ilustracja i tekst pochodzą z: "Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki", wydanie łączne. Kraków: Wydawnictwo Literackie, prawdop. 1964 r.(Pierwsza książeczka z przygodami małpki Fiki-Miki i Murzynka Goga-Goga ukazała się w 1935 r.)
2. Informacja od wydawcy
3. Informacja od wydawcy
4. Fragment recenzji z biblionetki:
http://www.biblionetka.pl/reviewsDisplay.aspx?type=Review&id=15407

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...