czwartek, 18 marca 2010

Genua: włoskie lato

11-letnia Mary i 16-letnia Kelly jadą wraz z ojcem na rok do Genui, aby rozpocząć od nowa swoje życie po wypadku samochodowym, w którym zginęła ich matka. Mary, która spowodowała wypadek, nawiązuje kontakt z duchem matki. Kelly zaś nie może dojść do porozumienia z ojcem, który nie potrafi jej zastąpić matki.

Zapragnęłam obejrzeć ten film ze względu na Colina Firtha. Nic nie wiedziałam o fabule, ale tytuł obiecywał romans rozgrywający się w scenerii średniowiecznego, zalanego słońcem miasta. Nic bardziej mylnego, to w rzeczywistości dramat psychologiczny, w którym Genua wydaje się miejscem ponurym, nieco klaustrofobicznym, a wąskie uliczki tworzą rodzaj labiryntu, w którym można się zgubić.

To opowieść o relacjach między trzema osobami: ojcem i dwoma córkami w różnym wieku - tą prawie dorosłą i tą będącą jeszcze dzieckiem. Te trzy osoby zmagają się z własną tragedią rodzinną - utratą żony i matki. Najmłodsza wydaje się najmniej sobie radzić z tym problemem, tym bardziej, że czuje się winna śmierci matki, z kolei starsza odpycha młodszą, gdyż nie chcąc obarczać siebie winą za to co się stało, zrzuca ją jakby na młodszą siostrę. Sama ucieka w zapomnienie - buntując się przeciw ojcu, podejmując pierwsze próby dorosłego życia - pali trawę i przeżywa inicjację seksualną.

Czy ta wielka tragedia zniszczy tę rodzinę czy musi upłynąć czas - tytułowe genueńskie lato - nim rodzinie uda się obudować więzi?
Ciekawą kreację stworzyła Perla Haney-Jardine grająca 11-letnią Mary, która zmaga się z własnymi demonami i której bardzo matki brakuje.

Film podejmuje ważne i bolesne kwestie, jednak wydaje mi się, że dobór środków wyrazu nie był najwłaściwszy. Nie ogląda się go z przyjemnością. Zdjęcia kręcone kamerą z ręki zbliżają ten obraz do dokumentu, jednak nie pozwalają utożsamić się z bohaterami.

4 komentarze:

ruda.kazika pisze...

też niedawno oglądałam ten film ze względu na pana Darcego:) i muszę powiedzieć, że nie przekonała mnie próba zrobienia z niego reportażu... zdjęcia mnie raziły... mimo iż akcja dzieję się w gorącym i zalanym słońcem mieście czasami wiało chłodem ze zdjęć... i myślę, że bez względu na to jakie było zamierzenie, czasami można było wrzucić trochę światła szczególnie do zdjęć kręconych we wnętrzach, bo Colin stojąc przy oknie wyglądał jak murzyn....

Gosia pisze...

To prawda. Genua - włoskie miasto, kojarzące się ze słońcem, a te zdjęcia takie ponure. Pewnie o taki właśnie efekt reżyserowi chodziło, ale jednak szkoda...

oromek pisze...

zgadzam się z Tobą, że pewnie o to chodziło reżyserowi, ale mnie to jednak nie przekonało... no nic nie poradzę... Colin jako murzyn do mnie nie trafia:) i zaznaczam, że nie jestem rasistką, nie lubię jak się kogoś wybiela lub jak w tym przypadku przyczernia:)

ruda.kazika pisze...

o rany i jeszcze się podszyłam pod konto mego męża:) to byłam ja kazika:)