czwartek, 11 marca 2010

Słyszeliście o Morganach?


Paul i Meryl przeżywają kryzys małżeński, ich relacje z każdym dniem coraz bardziej się pogarszają. Pewnego dnia wracając z restauracji są świadkami morderstwa. Policja w ramach programu ochrony świadków, wysyła parę do małej wsi, gdzie będą skazani na swoje towarzystwo…

Przyznaję, że nie darzyłam zwykle sympatią Hugh Granta. Nie rozumiałam nigdy zachwytów nad nim. Właściwie zaczęłam go trochę lubić po "Dzienniku Bridget Jones". Gdy więc natknęłam się na opis filmu "Did You Hear About the Morgans?" i zobaczyłam trailer, w którym ujrzałam Hugh Granta i Sarah Jessicę Parker, pomyślałam, że może być zabawnie.

Małżeństwo z Nowego Jorku, które jest w separacji (po zdradzie), staje się przypadkowo świadkiem morderstwa. W ramach ochrony świadków zostają oni wysłani w odległy zakątek Stanów - do Wyoming, gdzie mieszka para małżeńska - szeryf i jego zastępca - która ma ich ochraniać. Oczywiście nie tak łatwo Nowojorczykom przystosować się do życia w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, a najbliższy sklep jest położony kawał drogi od domku, w którym mieszkają. W dodatku w okolicy są niedźwiedzie....

Czy przebywanie ze sobą oddali ich od siebie jeszcze bardziej? A może jednak zbliży? Czy będą pielęgnować urazy, czy zdołają sobie wybaczyć?

Przyjemna komedyjka. Amerykańska prowincja, konie, rodeo, niedźwiedzie, niebo pełne gwiazd. Proste życie. Rąbanie drewna. Jak w tym wszystkim odnajdą się ludzie przyzwyczajeni do hałasów wielkiego miasta?
Sporo humoru, który ratuje słabości scenariusza...

Dodam, że to ciekawe, ale jakoś drażniła mnie w tym filmie S.J. Parker, nie Hugh Grant, który zagrał w swoim stylu, ale jednak jakby i trochę inaczej niż zwykle.
Podobała mi się para Wheelerów (Mary Steenburgen, Sam Elliott). I piękne krajobrazy amerykańskiego południowego zachodu.

Lekki film na jakiś zimowy wieczór.

4 komentarze:

Skarletka pisze...

O Morganach słyszałam, ale poznać ich jeszcze nie miałam przyjemności :)

Gosia pisze...

Ale nie oczekuj rewelacji. Pozdrawiam :)

liritio pisze...

Zastanawiałam się, jak kiepski będzie ten film, a tu proszę, na zimowy wieczór się nada :)
A S.J. Parker niestety grać nie potrafi, chociaż dużą jej zaletą jest radosna twarzyczka i ogólna pewność siebie.
I nie mów, że nie lubiłaś Hugh Granta, bo jeszcze ktoś się dowie! Jak można nie lubić H. Granta? :)

Gosia pisze...

W zimowe wieczory nie jesteśmy tacy wymagający, prawda? ;)
S.J. Parker, moim zdaniem, psuje ten film :(
A co do Hugh, to przecież napisałam, że się do niego trochę przekonałam ;)