Przejdź do głównej zawartości

Dwie śpiewające panie i piękny męski głos



Odkryłam ostatnio dwie śpiewające panie: Sophie Zelmani i Viennę Teng. To muzyka, którą można nazwać łagodną, romantyczną, refleksyjną, melancholijną. Mają delikatne głosy, które świetnie współbrzmią z muzyką. Od jakiegoś czasu słucham ich piosenek na okrągło - jadąc do pracy, spacerując po mieście, także wtedy gdy jestem w domu. Po prostu nie mogę się od nich oderwać. Szczególnie przypadły mi do gustu: "Love on my mind" Sophie i "Gravity" Vienny, ale tak naprawdę lubię wszystkie ich piosenki i będę czekać na kolejne utwory. Sophie jest Szwedką, a Vienna - Amerykanką (jej prawdziwe nazwisko to Cynthia Shih, na płycie "Warm Stranger" jest ukryty utwór "Green Islands Serenade", który wykonuje w chińskim języku mandaryńskim. To piękna nastrojowa piosenka).
Na stronie: http://www.warmstrangers.com/vtsongnotes.html są zamieszczone notki Vienny na temat wykonywanych przez nią utworów, jest zresztą autorką swoich piosenek.
Obie panie u nas nie są znane, a tymczasem Sophie Zelmani wydała już 6 płyt, a Vienna Teng - 3 płyty. Szczerze polecam!

Paul McGann jest z kolei moim najnowszym odkryciem filmowym. Ma cudowny, łagodny głos, którym potrafi zauroczyć. Zagrał wiele interesujących ról, m.in. w miniserialu "Our Mutual Friend", w filmach: "Catherine the Great", w czterech częściach "Horatio Hornblowera", w "Doctorze Who: The Movie", w "Poirot: Sad Cypress" i w wielu, wielu innych. Zaśpiewał także w musicalu Bernarda Taylora "Much Ado" według sztuki Szekspira. Szczególnie interesujące są tu dwie piosenki, które Paul (jako Benedick) śpiewa solo: "If I could write a sonnet" i "Madness". Co za głos! Obu można posłuchać na stronie: http://www.bernardjtaylor.com/Muchado/Madosongs.html
A tu są słowa do "If I could write a sonnet":
"I wish that I could write a sonnet, with observations that are witty and profound,
with clever rhyming schemes that dazzle and astound,
that sweep one off the ground and conquer at one bound.
I wish that I could be a poet, and write with perfect symetry
if only I could find the words that would denote, exactly what she means to me.
I wish the muse would stimulate me, and help me to create the finest poetry,
If only I could only find the perfect simile, to tell the world how she is fair as fair could be
If I could find way some way to reach her, with polished phrases that reveal
the thoughts inside me now that struggle to escape and show the shape of how I feel
But words themselves, seem so unwielding, they won't express the things I long to say,
Oh muse, please come and yield me please come and show me-- the way
I wish that I could write an epic. that captures all her gracious virtues one by one,
that tells her how much she's become my paragon but I am too inept, when all is said and done
If only I could be a poet, and write such versus fresh and new
that would appeal to her, reveal to her someway
the things that I find hard to say Oh how I long to find a way "

Komentarze

Anonimowy pisze…
Gosiu, ja Ci bardzochciałam podziękować za rekomendację tych dwóch pań, szczególnie Sophie - tworzą zdecydowanie piękna i wartościową muzykę.
Pozdrawiam,
Caitri :)
Gosia pisze…
Ja się cieszę że na ich piosenki natrafiłam. Szukałam czegoś jako ilustracji wygaszacza z Paulem McGannem i znalazłam "Love on my mind", a potem przesłuchałam wszystkie piosenki Sophie i stwierdziłam, że są piękne. Może i są trochę smutne ale fajnie się ich słucha. A do przesłuchania utworów Vienny Teng zachęcił mnie klip do "Our Mutual Friend", gdzie wykorzystano jej piosenkę "Gravity".
Pozdrawiam :)
Anonimowy pisze…
Gosiu, dzięki Tobie zaprzyjaźniłam się z piosenkami Vienny Teng. Podzielam Twój zachwyt nad "Gravity". Sophie jeszcze nie słuchałam i cieszę się, bo wiele pięknych nutek przede mną.
Dzięki za inspirację.
Pozdrawiam
asiek
Gosia pisze…
Dziekuję za komentarz :) Ja się przyznam, że jednak trudniej mi było rozstać się z Sophie Zelmani. Może dlatego, że podobają mi się takie klimaty jak w jej piosenkach. Ale z pewnością do "Gravity" mam ogromny sentyment. ;)
Pozdrawiam
Gosia

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...

Polskie kryminały z górami w tle

     W ciągu ostatnich trzech lat przeczytałam bardzo dużo książek, w większości były to kryminały. Nie opisywałam ich na blogu, ale w zeszycie, w którym ostatnio prowadzę zapiski. Muszę przyznać, że jakość polskich kryminałów jest bardzo różna. Kiedy patrzę na listę autorów, których książki przeczytałam, to wśród ulubionych pisarzy znaleźli się: Małgorzata Rogala (19 książek), Robert Małecki (15 książek), Mieczysław Gorzka (14 książek), Jędrzej Pasierski (11 książek), Tomasz Duszyński (10 książek), Marek Stelar (10 książek), Krzysztof Bochus (9 książek), Krzysztof Koziołek (9 książek), Przemysław Borkowski (8 książek), Katarzyna Wolwowicz (8 książek) i Ida Żmiejewska (8 książek). Na pewno sięgnę po prawie każdy, którego akcja toczy się w górach.  Stąd moja subiektywna lista górskich kryminałów, większość jest wartych polecenia. Kolejność w sumie jest przypadkowa.  1. Sławek Gortych - cała Karkonoska Seria Kryminalna.  Uwielbiam Karkonosze, a dodatkowo atm...