Przejdź do głównej zawartości

Our Mutual Friend (Nasz wspólny przyjaciel)

W latach 1864-1865 Charles Dickens wydał w trzech tomach swoją powieść "Our Mutual Friend". Ukazywała się, jak to było ówcześnie zwykłą praktyką, w zeszytach. Cała intryga jest zbudowana wokół postaci Johna Harmona, któremu ojciec w testamencie zapisuje cały swój majątek, pod warunkiem, że po przyjeżdzie do Londynu poślubi nieznaną sobie dziewczynę - Bellę Wilfer. Bohater powraca więc statkiem do kraju, ale ponieważ wyłowiono z rzeki topielca, zostaje on, ze względu na podobieństwo, wzięty za Johna Harmona, w wyniku czego cały majątek przechodzi na sługę starego pana - pana Boffina. John Harmon korzystając z tej pomyłki postanawia przyjrzeć się incognito swojej niedoszłej narzeczonej, więc jako John Rokesmith wynajmuje pokój u Wilferów i zatrudnia się jako sekretarz u Boffina. Bella okazuje się osobą, która chce bogato wyjść za mąż, jednak Harmon nie potrafi się oprzeć jej urodzie, zaletom i zakochuje się w niej. Państwo Boffinowie z dobrocią serca korzystają z przejętych w spadku pieniędzy, proponują dom Belli, chcąc jej wynagrodzić utratę bogatego narzeczonego, chcą adoptować biedne dziecko, które ma zastąpić im małego Johna Harmona, którego wychowywali jako dziecko.

Tyle główny wątek, ale prócz niego jest w tej powieści dużo wątków pobocznych, ktore z czasem stają się głównymi, bo prócz historii tej jednej pary, jest też dramatyczna opowieść o Lizzie Hexam i Eugenie Wrayburn. Ona jest córką człowieka zajmującego się wyławianiem z rzeki topielców, on jest prawnikiem bez zajęcia, dżentelmenem, człowiekiem z towarzystwa. Jednak od momentu, gdy się poznają, wzajemne przyciąganie tych dwojga staje się ważniejsze od dzielących ich różnic społecznych. On jest człowiekiem lekkomyślnym, który wszystko potrafi obrócić w żart, jednak z wzrastającą fascynacją osobą Lizzie, poradzić sobie nie potrafi. Mówi do przyjaciela: "W całym Londynie nie ma dziewczyny bardziej wartościowej niż Lizzie Hexam". Stara się zbagatelizować konsekwencje, żyć chwilą. Nie planuje jej uwieść, ale też nie zamierza się z nią ożenić, jednak nic już dla niego nie jest tak jak dawniej, musi się z nią spotykać, musi o nią zadbać. Ona jest niczym kwiat wyrosły na tej ponurej rzece, jest dobra, piękna, uczciwa. Jednak jedno uważne i pełne zainteresowania spojrzenie Wrayburna sprawia, że ta znajomość staje się jej słabością. Sprawia jej radość jego troska o nią i zainteresowanie jej osobą, Lizzie wie, że stoi tyle od niego niżej, wie, że to może przynieść tylko cierpienie, jednak nie potrafi powiedzieć, żeby jej nie odwiedzał. Jak powie do Belli: "W okropną noc, o późnej godzinie jego oczy spojrzały na mnie po raz pierwszy [..] Jego oczy mogły nie zwrócić się więcej w moją stronę. Wolałabym wtedy, aby tak było. Miałam nadzieje, że tak będzie. Ale blasku tych oczu nie oddałabym z mojego życia za nic, co życie dać mi zdoła".
To ich pierwsze spotkanie ponurej nocy w ponurych okolicznościach doprowadza do tego, że Eugene od tego momentu interesuje się losem dziewczyny, zawiadamia ją o śmierci ojca i czuwa przy niej cały wieczór, dopóki nie pojawia się w domu jej brat, potem odwiedza ją, gdy Lizzie przenosi się do domu kalekiej modniarki lalek , wynajduje i opłaca starego Żyda, żeby obie pobierały u niego naukę czytania i pisania. Wszystko to czyni niby mimochodem, delikatnie, pozornie nie przywiązując do tego wagi, jednak do niczego innego w życiu nie przyłożył dotąd tyle energii. Ona jest mu wdzięczna, że czyni to wszystko tak delikatnie i nie potrafi nie przyjąć tak subtelnie oferowanej pomocy.
Jednak Lizzie ma też drugiego wielbiciela, nauczyciela brata - Bradleya Headstona, który zakochuje się w Lizzie, i którego gwałtowna do niej namiętność doprowadza do szaleństwa. Potraktowany z lekceważeniem przez Wrayburna, odrzucony przez Lizzie, zdaje sobie sprawę, że jego szczęśliwym rywalem jest właśnie Eugene. Dramatyczne są w tej powieści dwie sceny z jego udziałem: rozmowa Headstona z Wrayburnem (spokój i opanowanie Eugena kontrastują tu z wybuchowością Headstona) i scena jego oświadczyn Lizzie na cmentarzu. Miłość do dziewczyny zmienia bowiem powściągliwego nauczyciela w człowieka, który zupełnie nie panuje nad sobą i swoimi emocjami, doprowadza go nawet do żądzy mordu. Lizzie przerażona gwałtownością Headstona i jego groźbami, obawiając się o życie kochanego przez nią Wrayburna, ucieka z Londynu, żeby nie doprowadzić do tragedii. Jednak Eugene, który uświadamia sobie, że nigdy dotąd nikim tak bardzo nie był zainteresowany jak tą dziewczyną, nie ustaje w poszukiwaniach. Każdy jego krok śledzi jednak zazdrosny, doprowadzany przez Eugena do desperacji i szaleństwa, nauczyciel.
Piękna jest scena spotkania Eugena i Lizzie, gdy wreszcie udaje mu się ustalić jej adres i do niej dotrzeć. Ich rozmowa, wzajemne wyznanie miłości, wreszcie pocałunek na łące. Jak tu można nie kochać Eugena? Nawet jeśli w końcu chciał uwieść Lizzie.... Wzruszający jest moment, gdy Lizzie zauważa postać topielca w rzece, i płynie łódką, by go wyłowić, dziękując w duszy ojcu, że ją tego nauczył i nadludzkim wysiłkiem, siłą miłości wydobywa ciało ukochanego człowieka z rzeki, a potem czuwa wiernie przy jego łóżku. Okrutnie pobity Wrayburn, w stanie zawieszenia między życiem a śmiercią, zdaje sobie sprawę kim dla niego jest Lizzie i że nie mają już dla niego znaczenia względy towarzystwa. Uświadamia sobie jak bardzo mógł ją skrzywdzić, ile mógł stracić, gdyby ją uwiódł - jej szacunek, jej miłość. Paradoksalnie dla nauczyciela, który chciał rozdzielić tę parę, jego atak na Eugena związał ich jeszcze bardziej ze sobą.
Trzeba w tym miejscu pochwalić też Keeley Hawes, która wspaniale gra śliczną i dobrą Lizzie Hexam. To jedna z jej bardzo udanych ról. Choć jest tu bardzo młoda, świetnie oddaje uczucia i swoistą mądrość tej postaci.

Dickens jest pisarzem, którego można kochać i można go nie lubić. Obok scen ponurych, ponurych, a nawet odrażających postaci, są też wątki, sceny i postaci urocze, zabawne, piękne. Tak jest i tutaj.
Jest w tej powieści pełno wątków pobocznych - jest "towarzystwo" (do którego należy Eugene Wrayburn i jego przyjaciel prawnik Mortimer Lightwood): Veneeringowie, Podsnapowie, lady Tippins, państwo Lammle, jest też galeria osób osobliwych: pan Venus (składający kości) ze swoim specyficznym sklepikiem, jest "kawał literata z drewnianą nogą" intrygant Silas Wegg, jest też demoniczny "człowiek rzeki" Rogue Riderhood. Prócz nich pojawiają się postaci wzbudzające sympatię lub po prostu dobre: jak modniarka lalek Jenny Wren, staruszka Betty Hegden, Snoppy, Boffinowie.
Ja oczywiście z największym zainteresowaniem czytałam fragmenty dotyczące Lizzie i Eugena.
Do lektury tej powieści skłonił mnie miniserial BBC o tytule: "Our Mutual Friend", który miałam okazję obejrzeć parę miesięcy temu. Jak zwykle produkcje tej telewizji, jest sprawnie zrobiony, ma klimat i dobry scenariusz. Jego autorką jest Sandy Welch, znana z innej świetnej adaptacji prozy angielskiej XIX w.: "North and South" Elizabeth Gaskell. W "Our Mutual Friend" role Eugena i Lizzie grają: Keeley Hawes i Paul McGann. Ten ostatni nadaje postaci nieco lekkomyślnego i przez to trochę mało pozytywnego Eugena tyle wdzięku i uroku, że trudno się dziwić Lizzie, że ma do niego słabość. Sposób w jaki chodzi z niedbałą elegancją, z laseczką i w pelerynie, jak patrzy, jak się uśmiecha, jak mówi! O właśnie! Głos jest jednym z mocnych atutów Eugena i... Paula McGanna. Piękne są sceny ich rozmów, spojrzeń, wymienianych uśmiechów. Właściwie pisząc o powieści i jej bohaterach, miałam przed oczami ten serial.

Warto wspomnieć też o Belli i Johnie Harmonie, w ich rolach: Anna Friel i Steven Mackintosh. Piękna jest miłość Johna do Belli, choć niepiękne jest to, że ukrywa przed nią swoją tożsamość, i podaje się za kogoś innego, a wszystko to wpierw dlatego, że chce się przekonać jaka jest naprawdę jego niedoszła narzeczona, a później dlatego, że ją kocha i boi się ją stracić. Bellę początkowo drażni powściągliwa uwaga i zainteresowanie jakie okazuje jej sekretarz pana Boffina, stopniowo jednak zaczyna przekonywać się o jego zaletach. Gdy Boffin, z sobie wiadomych powodów, zaczyna poniżać Rokesmitha, a w końcu go wydala, Bella nie wytrzymuje i ujmuje się za sekretarzem. Właśnie wtedy zaczyna sobie zdawać sprawę z własnych uczuć, ale czy bedzie w stanie podeptać własne ambicje?
Film z pewnością warto obejrzeć, choć może się wydawać, zwłaszcza chwilami, bardzo ponury. Warto też, jako dopełnienie, sięgnąć po książkę. Czas ten nie będzie z pewnością stracony. Dla mnie z pewnością nie był i nie jest. Powiem nawet więcej - od wielu tygodni jestem pod wrażeniem tego serialu.

Komentarze

Daga pisze…
Ja niestety z braku czasu utknęłam na 4 odcinku póki co, ale o ile normalnie nie trawię takich seriali, o tyle ten całkiem mi się podoba. Chyba właśnie przez świetnego odtwórcę roli Eugene'a (podobnie mam słabość do McGanna ;)), chociaż Steven Mackintosh jako John również jest bardzo urzekający...

Popularne posty z tego bloga

O ekranizacjach "Jane Eyre" ze szczególnym wskazaniem na jedną

Powstało wiele ekranizacji powieści Charlotte Bronte "Jane Eyre". Ja sama znam ich osiem. Wersje pełnometrażowe to: z 1943 r. z Orsonem Wellesem, z 1970 r. z Georgem C. Scottem i Susannah York, z 1996 r. w reż. Franco Zefirelli`ego z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsburg, z 1997 r. z Ciaranem Hindsem i Samanthą Morton oraz najnowszą z 2011 r. z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską (pisałam już o niej na tym blogu). Znam też ekranizacje tej powieści, które powstały w postaci miniseriali: z 1983 r. z Timothy Daltonem i Zelah Clark, z 2006 r. z Toby Stephensem i Ruth Wilson, a wreszcie wersję czeską pt. "Jana Eyrova" z 1972 roku. Mam więc, jak widać, niejakie porównanie. Nie wszystkie oglądałam ostatnio, ale w ciągu ostatnich kilku dni przypomniałam sobie cztery. W wersji z 1970 roku z Georgem C. Scottem i Susannah York bardzo podobał mi się główny motyw muzyczny - utwór, który trudno zapomnieć - temat miłosny. Film trwa półtorej godziny. Zaczyna się z chwil...

Tajemnica Abigel

Ten film pamiętam do dziś. Było to w latach 80., kiedy prawdopodobnie dwukrotnie pokazywano w naszej telewizji ten 4-odcinkowy węgierski serial. Serial opowiada o węgierskiej nastolatce, którą w czasie II WŚ ojciec musiał dla bezpieczeństwa umieścić w surowej szkole religijnej na prowincji. Gina początkowo buntuje się przeciwko szkolnym rygorom i czuje się wyobcowana wśród innych uczennic, próbuje uciekać; ostatecznie pojmuje powagę sytuacji. Jej powiernikiem staje się stojąca w ogrodzie statua postaci zwanej Abigél, która według miejscowej tradycji pomaga osobom pozostawiającym w trzymanym przez posąg naczyniu ukryte karteczki z życzeniami. Czy to tylko szkolna, dziecięca legenda, czy też ktoś naprawdę odbiera pozostawiane u Abigél wiadomości? Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na pensji dla dziewcząt, prowadzonej przez surowego dyrektora i siostry diakonisy. Przywieziona tu przez swego ojca, generała, i pozostawiona na czas bliżej nieokreślony, Georgina Vitay źle się czuj...

When call the heart...

Zanim opowiem o serialu "When call the heart", powstałym na motywach książki o tym samym tytule, kilka słów wstępu. Pisarka Janette Oke to córka pionierów, urodzona w kanadyjskim stanie Alberta w 1935 roku. Jest autorką ponad 70 powieści, z których 32 zostało przetłumaczonych na 14 języków. Jest laureatką nagród Stowarzyszenia Wydawców Chrześcijańskich za znaczący wkład w literaturę. Ma fanów na całym świecie. O tej kanadyjskiej pisarce dowiedziałam się kilka lat temu po obejrzeniu filmu "Miłość przychodzi powoli" (Love come softly). Jego fabuła jest prosta: młode małżeństwo: Marty i Aaron Claridge'owie wyruszają na Zachód w poszukiwaniu miejsca na dom i na założenie rodziny. Niestety Aaron ginie. Jako że zima jest coraz bliżej, Marty nie ma możliwości powrotu na Wschód. Samotny wdowiec - Clark Davis, wychowujący około dziewięcioletnią córkę Missie, proponuje, by Marty wyszła za niego za mąż i przeczekała w ten sposób do wiosny. W zamian za opiekę nad domem i...